Obudziłam się cała obolała. Wszystko mnie kuło i ciągneło.
Bill leżał obok,kiedy zobaczył że nie śpie przysunąl mnie do siebie
- aua - jęknełam gdyż zabolało
- a co to za straszna mina ? Co jest ?
- Bill...
- hmmm ?
- bo mnie tam boli - spóściłam wzrok.
- ehh ... - pocałował mnie w brzuszek - co chcecie na śniadanie ?
- Jajecznicę ! - usłyszeliśmy krzyk Olivierka
- haha, ok robi się - Bill zszedł do kuchni, a ja podreptałam za nim - co robisz, powinnaś leżeć w łóżku
- mmmm Kaulitz, co ty mi tu proponujesz ? - trzepłam go w ramię
- może szybki numerek ?
- czemu nie, - przysunełam się do niego
- ej to był żart ! Tobie nie wolno. Poczekaj aż mała się urodzi, skrzywdzimy ją tylko
- nie chcesz mnie ?? - spytałam smutno, zbiło go to z patyku
- chce, nawet nie wiesz jak bardzo, ale to nie jest odpowiedni moment. Wczoraj byłaś na izbie przyjęć
- i nie zabronili mi uprawiać seksu ..
- kotku ..
- mama ! kiedy jemy ? - wołał z pokoju głodny Oli
- idź do niego, ja dokończe - wypchnełam go z kuchni
- choćmy na spacer - jąkał się Olivier z pełną buzią
- dobra, ale najpierw zjedz - powiedział Bill zapijając papierosa kawą.
Siedzieliśmy wszyscy razem na werandzie i jedliśmy śniadanie
- mamo, myślisz że ona to lubi ??
- ale że jeść ? - nie kumałam
- siedzieć na świerzym powietrzu
- myśle że tak, a czemu pytasz ? - czyżby mój syneczek rozumiał już pewne kwestie
- z ciekawości - a jednak nie xD
Ubraliśmy się i poszliśmy w stronę parku.
- tato, kaczki !!
- idziemy - uśmiechną się czarny
- ja muszę dokąś pójść... - spojrzałam na mury cmentarne.
- tylko uważaj na siebie, proszę... - powiedział Bill i poszli.
Usiadłam na grobie przyjaciela... Mike... tyle lat już go nie ma. Tęsknie za nim. Przyzwyczaiłam się do tego że go nie ma, ale pustka w sercu nadal jest. Potem ten grabarz, który uratował mi życie. Miałam już tyle zabaw ze śmiercią, a mimo to wciąż żyje... i jestem stabilną i silną kobietą.
Zmienił się mój pogląd, dorosłam. Jestem teraz żoną i matką. Wydaje mi się że po tylu latach pora odnowić więź z moją rodziną, odwiedzić mamę... kiedyś oni wszyscy mnie wspierali. Teraz jakby o nich zapomniałam... i zapomniałam też o dziwnej Meg, lubiłam z nią przebywać.
Przydałoby sie odwiedzić psychiatryk w Berlinie. Chce tego. Chce zobaczyć jak żyłam kiedyś, odwrócić się i spojrzeć w stecz. Wrócić pamięcią do miejsca, które wtedy wydawało mi się okrutne, ale bardzo mi pomogło.
Bill mnie zmienił, ale gdyby wtedy nie wrócił nie siedziałabym tu teraz przy grobie przyjaciela.
- cześć Mike, odwiedzę cię niedługo - wyszłam z cmentarza.
Moich panów nie było widać na horyzoncie, odwórciłam się by zobaczyć czy nie nadchodzą z drugiej strony i na kogoś wpadłam...
- Witaj Lia - za mną stała jakaś japoneczka
- znamy się ?? - nie za bardzo kumałam kim ona jest
- nie pamiętasz ? Mam na imie Nanami - o.o i mi zaświtało. To o niej opowiadał Bill - gdzie twój mężulek ?
- czego ty od nas chcesz ?
- jaka bojowa serio xD szukam Billa
- to podobnie jak ja - chciałam ją zbyć
- mamo ! - usłyszałam głos Oliviera i wybiegł zza rogu prosto na mnie - Kim jest ta pani ?
- może tatuś ci wyjaśni - spojrzałam na Billa smutno
nie rozumiał, ale gdy zobaczył kto mnie nawiedził to jego oczy zgromiały.
- mówiłem ci żebyś dała nam spokój !
- wrzeszczał na kobietę - Amalio, idźcie do domu, ja z nią porozmawiam bo nie da nam spokoju - popchnąl mnie w strone miasta - uważajcie na siebie
Mały padł jak zarżnięty, dzisiejszy dzień go wymęczył, a ja czekałam ... i czekałam... W końcu wrócił... o 4 nad ranem, ale był tak pijany że od razu poszedł spać...
Co oni tam robili ?
Co się wogóle działo ?
Dowiem się dopiero rano...
Poszłam spać pełna obaw...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz