Great Day

Great Day

piątek, 23 października 2015

48. Pobótka


Boimy się kochać,
Boimy się momentu,
gdy zacznie nam zależeć,
gdy jedno słowo,
jeden moment,
jeden gest,
będzie mógł nas zniszczyć...







Mam na imię Amalia ...A - ma - lia.
Zginełam w wypadku ....
Żyje...

Słyszę tylko głosy, poza tym jestem w pustce, nie widzę nic, nie czuje nic.
Dokarmiają mnie przez rurkę.... żyję...jak roślina...

-Lia, proszę cię, błagam otwórz oczy - ten aksamitny głos od dłuższego czasu mnie woła i błaga, błaga bym wróciła...a ja znam ten głos. *powiew wiatru, trzask drzwi *
- Cześć piękna - do sali ktoś wszedł...
Słysząc ten głos momentalnie widzę szpital psychiatryczny... NIE CHCE !!!

*pikanie*
Maszyna nad moim uchem przyśpiesza...a właściciel głosu zostaje wyproszony z sali.
- Kochanie to Mike, spokojnie to twój przyjaciel - mówi jak do psychopatki uspokajającym głosem..czyli jednak tam wracam...do pokoju bez klamek Wszystko tylko nie to !
Pikanie jest donośniejsze...
- Amalio...słyszysz mnie ? - jego głoż uparcie próbuje wkraść się do mojej podświadomości....- Lia..potrzebuje cię..wróć

Uświadamiam sobie że ten głos wcale nie chce mnie skrzywdzić, jak myślałam na początku...a może jednak !
Powoli z wielkim trudem otwieram oczy. Najpierw poraża mnie mocne, jasne światło... Psychiatryk !!!
Potem tonę w czekoladowych tęńczówkach ...
- Lia, nie bój się..- Bill siedzi na przeciw mnie i trzyma mnie za rękę...nie czuje jego dotyku....- Poznajesz mnie ? - pyta z bólem w głosie.
Mrógnięciem przekazuje mu że tak, uśmiecha się - czujesz mnie ? - nie odpowiadam, bo o raz kolejny tego dnia coś do mnie dociera...będę kaleką ?
Z oczu zaczynają mi sączyć się łzy ...Bill od razu je ociera - spokojnie, lekarze powiedzieli że na początku tak będzie - stara się mnie uspokoić - wiesz jakiego mamy farta - nagle zmienia temat - chyba Bóg nad nami czuwał, o ile istnieje - gada jakieś pierdoły ..zastanawiam się o co mu chodzi, puszczam mu pytające spojrzenie - Dziecko, nic poważnego mu się nie stało... - i znów coś do mnie dociera...moja mała córeczka ... gwałtownie zjeżdżam wzrokiem na brzuch... jest na swoim miejscu... ale Bill powiedział "poważnego " znów pytające spojrzenie ...bierze głęboki wdech...
- lekarze powiedzieli że dopóki będziesz żyła ..jej serduszko nie przestanie bić...- coś przede mną zataił, ale nie pytam...najważniejsze że mała żyje..
- a teraz śpij kochanie... zapada ciemność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz