Od 2 godzin jedziemy tourbusem, a ja bezskutecznie zastanawiam się czy to wszystko ma jakikolwiek sens, a Bill natomiast próbuje do mnie dotrzeć.- Obiecuje że już nigdy, obiecuje ! Prawda jest taka, że nie powiedziałem ci bo...
- Bo co ? Bo kazałabym ci przestać ?!! Obrzydliwie mnie okłamałeś Bill.... Nadal masz kontakt z Nanami ?
- tak - przyznał się
- to ona to załatwia ?
- tak, Lia ja nie wiem co mam zrobić - był zdesperowany.
-idź na odwyk, to jedyne wyjście z tej ohydnej sytuacji bo ja nie potrafię ci pomóc.
- ale....
- tak wiem media bla...bla...bla. To po prostu przestań !
- nie mogę
- zerwij kontakt z Nanami ! - byłam wściekle o nią zazdrosna.
- to nie takie proste ...
- a co sypiacie ze sobą ! - zezłościłam sie i wybuchłam płaczem
- oczywiście, że nie !
- skąd mam wiedzieć, może kolejny raz mnie okłamujesz !
- nie sypiam z nią, łączą mnie z nią tylko prochy.
- nie wiem jak ci pomóc- spuściłam głowę, chciałam schować ją między kolana jak zawsze w takiej sytuacji, tego nauczyli mnie w psychiatryku, ale mój monstualny brzuch mi przeszkadzał xD
- misiu ... - próbował mnie przytulić, ale po raz kolejny go odtrąciłam.
- nie chce żyć z ćpunem i narażać dzieci
- nie umiem przestać, nie potrafię, zrozum !
- Bill... teraz mówię zupełnie poważnie, jeśli nie przestaniesz ćpać...odejdę - zapadła cisza- przemyśl to sobie, a teraz chce pobyć sama, daj mi trochę czasu.
- ale ja nie chce cię stracić - głos mu się łamał.
- trzeba było pomyśleć zanim mnie okłamałeś
- co mam zrobić, próbowałem rzucić, ale to zawsze wraca.
- i cie zabija Bill... rozumiesz? To cie zabije, będzie zabijało powoli w zależności od tego ile weźmiesz, ale wiesz co zabije najpierw ? ... Nas, naszą miłość...uczucie i więź, którą budowaliśmy przez te cholerne 10 lat.
- nie dopuszczę do tego, nie ma mowy - wyszedł zostawiając mnie samą.
*
- wysiadamy ! - usłyszałam głos Toma- koniec jazdy ! Zwijamy się do hotelu- wstałam i wyprowadziłam synka za ręke z autokaru. Billa nigdzie nie było. Pewnie już poszedł do apartamentu.
- dzień dobry - powitała mnie recepcjonistka - nazwisko ?
- Kaulitz
- ostatnie piętro, pokój 483 - podała mi kartę, którą spakowałam do torebki
- przepraszam, a czy macie jakies wolne pokoje ? - nie wiem co mnie napadło. Może po prostu chciałam mu pokazać że nie rzucam słów na wiatr.
- tak, dwuosobowe ?
-tak
- apartament ?
- tak - lubie luksus, a skoro i tak Jost płaci ... xD
- przedostanie piętro, pokój 383 - podała mi kartę do otwierania drzwi.
- dzięki bardzo - poszliśmy z Olim do naszego pokoju, a to się Bill zdziwi.
- mamo a gdzie tata ? - spytał chłopiec siadając przed telewizorem.
- w innym pokoju
- dlaczego ?
- bo tak, co oglądasz ? - szybko zmieniłam temat
*
Bill dzwonił do mnie chyba z tysiąc razy, nie odbierałam.
Wieczorem Oli zasnął a ja wyszłam na taras.
Powiało wieczorną bryzą, idealna atmosfera
- dlaczego nie odbierasz ? - usłyszała nad głową. Podniosłam wzrok, stał piętro wyżej na przeciwległym balkonie i popijał szkocką. Czemu nie odbieram ? Mógł zadać tyle pytań, czemu akurat to ?
- bo mam taki kaprys - burknęłam - zastanawiałam się nad pewnymi kwestiami - choć tak naprawde to było spontaniczne i wymyślone teraz, ale nie musiał tego wiedzieć.
- tak ? Choć do mnie
- nie, myślałam nad rozwodem.... - zapadła cisza.
Widziałam go już zdenerwowanego, wkurzonego, złego ale nigdy nie takiego jak teraz.... oczy mu płoneły. W jednym momencie zgniótł szklankę w ręce i się pokrwawił po czym zniknął w swoim apartamencie. Ja poszłam do siebie, byłam w szoku, ale wciąż musiałam podtrzymywać mojego focha . Kładąc się do łóżka zastanawiałam się po co to wogóle powiedziałam, przecież tak naprawdę tego nie chce bo go kocham. Rozpłakałam się kolejny raz z bezsilności. Dlaczego życie musi być tak podłe ?
Nie wytrzymałam, zajrzałam do Oliego, spał więc wyszłam z apartamentu i ruszyłam na piętro wyżej.
Otworzyłam drzwi kartą z recepcji. W pokoju było cicho i panował półmrok. Bill siedział na sofie tyłem do mnie i patrzył w sufit. Nie widział mnie Już chciałam do niego podejść gdy ujrzałam cos w jego dłoni...strzykawka ... jeszcze pełna. Zamierzał opróżnić jej zawartość prosto do obiegu krwi.
- nie rób tego - szepnęłam i momentalnie sie odwrócił upuszczając przedmiot.
- co ty tu robisz ?
- sprawdzam czy nic ci nie jest, co z ręką ?
- wszystko ok, idź sobie - ten chłód poczułam na serduszku.
Kazał mi sobie iść, ale nie mogłam tego zrobić. Przecież musiał mu pomóc.
- Bill, nie rób tego proszę - złapałam go za przedramię kiedy podniósł strzykawkę. Jego prawa dłon była we krwi, chciałam obejrzeć ranę i delikatnie dotknęłam jego ręki i właśnie wtedy tak strasznie mocno mnie odepchnął
- zostaw mnie, to nie twój problem, przecież bierzemy rozwód !
- nie możesz...nie możesz tego robić...- prosiłam. Ponownie złapałam go za przedramię.
- No zostaw mnie !- wręcz brutalnie rzucił mnie na fotel, poleciałam razem z fotelem na podłogę.... Nic mi się nie stało, tylko się przestraszyłam...dlaczego ?
- Lia - usłyszałam jego rozpaczliwy krzyk - nic ci nie jest, muszę wziąć bo widzisz że inaczej nie funkcjonuję - z trudem sie podniosłam i podeszłam do niego, w oczach miał łzy.
- Billciu, wcale nie musisz. Kochanie, spróbuje ci pomóc tylko proszę już nigdy więcej nie okrywaj nic przedemną, choć umyjemy to - wskazałam na jego dłoń.
- Lia, mi się nie da pomóc - jęknął gdy przemywałam mu ranę, nie była duża, wystarczył tylko plaster. Usiadł na sofie - to nałóg Lia ja jestem uzależniony..chory.
- ciii - przyłożyłam mu palec do ust - Pozwól, że ja to ocenie. - delikatnie pocałowałam jego rozgrzane gorączką głodu narkotykowego usta - kochaj się ze mną Bill - pchnęłam go delikatnie w stronę łóżka na którym po chwili się znaleźliśmy.
- Obiecuje - szepną gdzieś w moje ciało
- co ? - nie ogarnęłam o co mu chodzi
- nie wezmę już więcej.. tylko daj mi szanse....
Dlaczego nie ....
Ostatnia szansa, a jeżeli się nie uda...odejdę....


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz