* U Billa *
Co za uczucie. Nie wziął dziś rano jak co dzień, udało się. Starał się za dużo nie myśleć tylko skupić na pracy. Ręce mu się trzęsły i zalewały go poty, ale nie zwracał uwagi. Jeśli tylko tak będzie mógł ich odzyskać. Co chwile uporczywie dzwonił telefon.
Ignorował.....
Brakowało mu rodziny, brakowało mu żony, przypomniał sobie ich początki. Naprawdę się kochali. Stworzyli cudowny związek, a potem cudowne małżeństwo i urodził im się cudowny synek ...Wszystko w jego życiu było cudowne...Miał prace, pieniądze, dach nad głową i rodzinę...Dlaczego więc sam umyślnie robi sobie krzywdę i pozbawia się najważniejszych w życiu wartości.
Telefon zadzwonił ponownie.
Odebrał
B: Co jest ?
C: Pan Bill ?
B: Tak - o co chodziło ?
C: Nie mogłem się do pana dodzwonić
B: O co chodzi, pracuję - chciał zbyć mężczyzne
C: Ja w sprawie Amalii, dzwonie ze szpitala.
Kiedy usłyszał jej imie ...zamarł
B: Słucham ?
C: Została brutalnie pobita
B: To jakiś żart ? - początkowo nie uwierzył, to brzmiało tak okropnie że chciał żeby to był tylko głupi żart.
C: Z pewnością nie ! Krwawiła, nie mam pojęcia co z jej dzieckiem, ale prosiła żeby zadzwonić właśnie do pana kimkolwiek pan jest !
B: jak to krwawiła ? - podniósł głos nie docierało do niego
C: Kobieta żyje... - chwile zastanowienie - ..chyba
B: A moja córeczka ? - krzyknął już przez łzy - Jost ! - wydarł się w stronę drzwi
C: Ah więc to pan jest ojcem
B: Co z moją córeczką - wyszeptał upadając na kolana...to tak bolało...Wszyscy wpadli do garderoby ...i patrzyli na zrospaczonego mężczyzne na kolanach - Jost - ponowny krzyk - Przebukuj mi bilety na już ! - wszyscy robili szybko z zawrotną prędkością....widzieli Billa w każdym stanie, ale chyba nie w takim ....
B: Co z moją córeczką - wyszeptał upadając na kolana...to tak bolało...Wszyscy wpadli do garderoby ...i patrzyli na zrospaczonego mężczyzne na kolanach - Jost - ponowny krzyk - Przebukuj mi bilety na już ! - wszyscy robili szybko z zawrotną prędkością....widzieli Billa w każdym stanie, ale chyba nie w takim ....
C: Czekamy w szpitalu ! - usłyszał nim cisnął komórką przez pokój....
***
Biegł wpadając po drodzę na ludzi....sala 14.
Z daleka słyszał głos swojej teściowej ...krzyczała przez łzy.... Wszedł do sali.
- Jak mogłaś wyjść sama z domu, w środku nocy i nikogo o tym nie powiadomić ....do cholery ...pojebało cię...głupia dziewucha.
Amalia zakrywała twarz dłońmi i chowała się pod kołdrę próbójąc odseparować się od wrzeszczącej matki.
Odepchnął straszą kobiete i uklęknął przy łóżku żony.
- Lia, kochanie - złapała kurczowo jego dłoń ukazując siniaki i obicia na twarzy. Miała rozbiegany wzrok ....bała się - Spokojnie, jestem tutaj
- Bill
- Ciii
- Dlaczego pan nikogo nie zawiadomił ? !! - matka przeniosła się na mężczyzę stojącego pod oknem.
- Zawiadomił mnie - powiedział cicho - Dziękuje - skinął głową w kierunku też nieźle pokiereszowanego mężczyzny.
- Dlaczego akurat jego ?
- Bo pani Amalia tego chciała, miałam zadzwonić do Billa, powiedziała wyraźnie - zdenerwował się.
W tym momencie do sali wszedł lekarz z maleństwem na rękach. Jego kobieta wyciągnęła dłonie w jego kierunku..... Czy to ....?
Tak, to było jego maleństwo. Zrozumiał szybko że jego kobieta musiała przejść wywołanie porodu bo na skutek pobicia pojawiły się komplikacje.
Lekarz podał dziecko spokojniejszej już kobiecie.
- Wszystkie badania mała przeszła pomyślnie mimo to dla świętego spokoju na kilka dni włożymy ją do inkubatora bo jest wcześniakiem. Nie chcemy kusić losu.
Amalia wtuliła się w ciałko maleńkiej dziewczynki ... Była taka maleńka, kruszynka, Bał się jej dotknąć kiedy kobieta chciała mu ją podać.
- Lia, to nie jest dobry pomysł, jest taka maleńka, nie ufam sobie na tyle żebym mógł ...
- Ja tobie ufam i w ciebie wierze... zawsze - podała mu córeczkę
- Moje śliczne maleństwo - szeptał wpatrując się w dziewczynkę.
* U Amalii *
Po kilku minutach dziewczynka wróciła do mnie. Miała takie kruche ciałko.
- Mogę ją już zabrać ? - spytał lekarz - Im szybciej się tam znajdzie tym lepiej.
Bill jeszcze raz wziął małą ode mnie i podał lekarzowi. Nie chciałam się z nią rozstawać....ale tak było lepiej dla niej ....
- Możecie ją odwiedzać jeśli tylko chcecie, jeśli tylko pańska żona poczuje się lepiej - lekarz uśmiechnął się do Billa
- Dziękuje - uścisnęli ręce - Za uratowanie ich obu
- Nie ma za co, taki mam zawód... - lekarz wyszedł. Zaraz potem mama i zostałam sama z Billem.
- Nie biore już od kilku dniu, przysięgam...- przytulił się do mnie
- ał - jęknęłam
- Coś nie tak ? - przeraził się
- Wszystko mnie boli - odchylił lekko kołdrę...i to co zobaczył pewnie nie bardzo mu się spodobało.... Cała byłam pokryta opatrunkami i kolorowymi siniakami.
- O mój Boże - jęknął .... - Jestem idiotą, nienawidze się za to że doprowadziłem do czegoś takiego...Przepraszam ...- pocałował mnie - Tak bardzo się o was bałem
- Nie potrzebnie, mała jest zdrowa - posłałam mu uśmiech. Nie chce żeby się zadręczał...Każdy popełnia błędy ...trzeba umieć je wybaczać....







