Great Day

Great Day

sobota, 20 grudnia 2014

14. Lazurowe wybrzeże

Wieczorem, po weselu przebierając się w wygodniejsze ciuchy na podróż do Francji stoję i myśle. 
Jestem szczęśliwa.
 Dałam radę. Mimo jego wyjazdu, mimo mojej chwilowej niedyspozycji psychicznej.. udało mi się nam się udało. 
Jestem z siebie dumna ! 
Co będzie teraz ? Tego jeszcze nie wiem. Musze pamiętać że Bill ma pracę .. ma karierę... ale ma też mnie i że będzie próbował to jakoś połączyć. Będzie mu ciężko, ale będę starała się mu pomóc, jako dobra żona.
Ubieram czarną sukienkę, czerwony szeroki błyszczący pasek i czerwone wysokie szpilki na platformie. Stoję przed lustrem i patrzę na osobę, którą się stałam, na młodą dziewczynę z uśmiechem na twarzy i rumianymi policzkami. Trudno uwierzyć, ale to właśnie ja. 
- Jesteś śliczna - wchodzi mama - cieszę się że wszystko się już ułożyło -Mama jest szczęśliwa, może nawet bardziej niż ja, w końcu jej córka pokonała chorobę i związała się z właściwym mężczyzną. 

- ja też, kocham cię mamo - przytulam się do niej i do Ali, która właśnie wchodzi z Tomem do domu.
- No sis, gratki - całuje mnie w oba policzki. - Teraz obie jesteśmy paniami Kaulitz - śmieje się od ucha do ucha. 
- Lalka, witaj w rodzinie - Tom obejmuje mnie i mocno sciska, łaskocze mnie swoimi dredami
- przestań - śmieje się , wtedy na złość dusi mnie mocniej.
- no już, bo będę zazdrosny- znienacka pojawia się Bill i ratuje mnie ze szponów brata xD - mam nadzieję że jesteś gotowa, w przeciwnym razie się spóźnimy.
- tak już jestem - biorę go za rękę. Też się przebrał. Ma na sobie luźną czarną koszule ( ruchable ) i jasne spodnie.
- coś nie tak ? - podąża za moim wzrokiem ...- ładnie ci tak... podobasz mi się. - oblizuje wargi.
- to będzie mnie pani częściej tak oglądała, pani Kaulitz..a amory zostaw na noc poślubną- puścił mi oczko
- no mam nadzieje - uśmiecham się ..
- idźcie już - Tom wypycha nas na dwór - samolot nie będzie na was czekał...

* W samolocie straszliwie się nudzę, przeglądam jakieś gazetki i kolorowe czasopisma. Bill siedzi i wpatruje się w telefon, na uszach ma słuchawki więc nie słyszy moich jęków nudów. Oglądam swoje paznokcie, brwi i kolana, ale co jeszcze można robić w samolocie ? Pić drinka ? 

- Bill ..? - szturcham go. 
- tak ? - odrywa się od telefonu.
- pupa mnie już boli.. - jęcze...
- kotek dopiero połowa drogi... - mówi - to jeszcze trochę potrwa. 
- zamówię sobie coś do pochrupania.. chcesz orzeszki ? - wstaje z fotela. 
- nie, ale możesz mi zamówić sok pomarańczowy
- jaki wygodny - puszczam mu oko 
- mhm.. - mruczy i wraca oczami do telefonu. 
Wstaje i idę do barku na końcu samolotu. Przy okazji się gubię. Jakby to było gdybym nie zabłądziła.. u mnie to normalne. Korzystając z okazji zwiedziłam sobie cały ekskluzywny samolot i doszłam do barku. Zamówiłam picie i orzeszki i wróciłam .. z kolejnymi trudnościami do Billa.  Ledwo co usiadłam a już zaczął się nabijać .
-oj a co tak długo, czyżby moje słonko się zgubiło - wredny uśmiech.
Wstałam i spojrzałam na niego gniewnie
- wiesz zaczynam żałować że za ciebie wyszłam - chciałam się z nim podrażnić... mały potworek ze mnie .
- jeszcze zmienisz zdanie - klepną nie w tyłek ... miałam wrażenie że kilka osób się na mnie popatrzyło. Nie chciałam wyjść na taką, więc bez żadnych ceregieli oberwał z placka. 
- rączki przy sobie kochanie - uśmiechnęłam się drwiąco
Położył mi łapy na biodrach i przysunął mnie do siebie tak że stałam na przeciw niego. 
- odbije to sobie w sypialni- zamruczał ze zdradliwym uśmieszkiem.. a ja tylko westchnełam
 ( on tylko o tym .. o.o zaczynam się bać xDDD )

*
W apartamencie było prześlicznie. 
Patrzył na mnie jak zachwycam się wszystkim jak mała dziewczynka.
Biegałam po 2 piętrowym apartamencie, a on usiadł na sofie i bacznie mi się przyglądał. 
W końcu nie wytrzymał i mnie złapał.
- Maleństwo, zmęczysz się...
- ale jest tak cudownie ! - wykrzyknęłam szczęśliwa. 
- zejdziemy na dół do restauracji.. ? jestem głodny ..
- ok - przytakuje.. i wychodzimy.

- na co ma pani ochotę, pani Kaulitz ?
- przestań ! - zirytowałam się. Ciągle to powtarzał. - zaczynało mnie to denerwować.
- co ?
- dlaczego tak oficjalnie ?
- bo ładnie ci z moim nazwiskiem  - powtarza wyuczony na pamięć tekst i cieszy michę
- mam pomysł ... może weźmiemy coś na wynos i zjemy sobie kolacje tylko we dwoje - proponuje. 
- jasne, to wspaniały pomysł - zgadza się i zamawiamy kolacje do apartamentu.

*
Siadamy na przeciwko siebie i jemy. Wredny ze mnie potwór i atakuje Billa truskawką. Rzucam w niego i śmieje się bo kolejny raz nie złapał jej do ust. 
- no nie... - brutalnie mnie łapie i podnosi ....
- Bill ... potworzeee... !!!!!!!!!!!!
- a teraz cie zgwałce ... !!!!!!
- aaaa - krzyczę i obejmuje go nogami...
Po chwili męczę się z guzikami i jego koszula zsuwa się z jego ramion... kładzie mnie na ogromnym łóżku i pozbywa się zbędnej części garderoby... byłam całkiem naga ... lekko się na niego osunełam i w ogrodzie śmierci rozpoczął się taniec życia....

Swiat jest okrągły
dlatego miejsce, które 
wydaje się końcem
może być też początkiem... 














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz