Great Day

Great Day

piątek, 18 marca 2016

50. Obiet­ni­ce by­wają jak wa­ta cuk­ro­wa, słod­kie, roz­dmucha­ne i zu­pełnie bezwartościowe.

* U Billa *

Obudził się rano w dobrym humorze. Jego żony już nie było, pewnie poszła do swojego apartamentu i do Oliego. Denerwowało go to że nie mieszkają razem, ale chciał dać jej czas...



Wszystko go dzisiaj denerwowało , na niczym nie mógł skupić myśli.
Bill, nie możesz wziąc przecież obiecałeś !
Czym stanie się twoja rodzina ? 
Twoja żona i tak ci nie ufa, a synkowi boisz się spojrzeć w twarz....on jest przecież taki radosny 
A co z twoją córeczką ?
Darujesz sobie jeżeli cokolwiek jej się stanie ?

Jego podświadomość krzyczała do niego aż rozwalało mu mózg, głowa go bolała i chciało mu się rzygać.
Nachodziły go jakieś smętne myśli, a przecież wystarczyło tylko sięgnąć do kurtki. Tam czekał ukojenie.
Jak pomyślał tak zrobił, nie potrafił się oprzeć ani pohamować gdy w gre wchodziły narkotyki...już nie...

Wyciągnął pasek ze spodni i zacisnął na przedramieniu, wziął głęboki wdech i wyjął pełną strzykawkę.

Nie rób tego ! 
Już nie mógł się zatrzymać.
Docisnął tłok strzykawki i substancja znalazła się w jego żyłach.... Mineła chwila i poczuł się błogo, zajebiście. To cudowne uczucie, może nawet lepsze niż sex....
Na jego cholerne nieszczęście wtedy otworzyły się drzwi i staneła w nich Amalia. Z dziwnym spokojem spojrzał w jej oczy...już się nie bał... czuł się panem....


* U Amalii *

Stałam i patrzyłam w jego oczy. Nie miał w nich ani krzdy przykrości  i skruchy. Były  zimne, jakby wcale nie należały do mojego kochanego męża tylko do osoby, która ma nas gdzieś....która jest potworem i psychopatą. Poważnie, patrząc na mnie z tym dziwnym obłędem w oczach wyglądał jak psychol, p[ierwszy raz w życiu się go szczerze bałam.
Stałam i patrzyłam w lodowate oczy potwora.

- Co stoisz jak głupia ? - spytał nie miło - masz jakiś problem - warczał na mnie
- Bill ?
- co ?
- Co ty najlepszego robisz ? - prawie że płakałam
- o co ci chodzi - wstał i ruszył w moim kierunku, a ja nie po prostu uciekłam....nie poszedł za mną....


W głowie mi szumiało od natłoku myśli, ale jednego byłam w tym momencie pewna. Musze odejść, chronić siebie i moje dzieci.... przed ich własnym ojcem....
Tylko dokąd pójdę ? 
Ucieknę do siostry ?
Wszystko jej opowiem ? 
Co mam robić 
 W biegu wpadłam na Lucy.
- oh, przepraszam cię najmocniej - wydukałam w pośpiechu
-nic się nie stało- ominęłam ją i poszłam się pakować.

Już jesteś ? - spytał zdziwiony chłopiec, który nie zdążył nawet skończyć śniadania.
- Oli wyjeżdżamy do babci - podjęłam decyzje że pojedziemy do mamy, odstawiłam jego talerz i zaczęłam w pośpiechu go ubierać.
- Mamo dlaczego ? - był bardzo zaskoczony
- bo tak czasem trzeba
- a tata ? - czy musiał o to zapytać ?
- tata ma dużo pracy, tylko byśmy mu przeszkadzali. - przebukowałam bilety na najbliższy lot. Teraz musiałam z prędkością  światła dostać się na lotnisko .

* U Billa *

Czuł się lepie, jak zwykle poszedł na plan i bezbłędnie odegrał swoją role, teledysk będzie zajebisty. Nie dał by rady bez narkotyków. Co prawda jego żona się denerwowała, ale co z tego.
Przejdzie jej. Dlaczego ona nie może zrozumieć że on chce ćpać, przecież robił to dla niej i dla dzieci. Uśmiechnął się...czuł się lepiej...lepiej....

* U Lii *
- Amalia ! Co ty tutaj robisz kochanie ? - mama ucałował mnie w oba policzki - cześć Olivier - ucałowała wnuka.
- Mamo ! Mamo ! - mój synek zaczął podskakiwać w miejscu jak mała żabka, tak strasznie go kochała, był taki radosny nawet wtedy kiedy ja nie mogłam się śmiać.
- Tak kochanie ? 
- Kot ! - wskazywał paluszkiem na puchate zwierze 
- to leć się pobawić - mam pchnęła go w stronę kanapy
- Mamo - przeraziłam się, a co jak go podrapie ? 
- spokojnie, nie puściłabym go gdyby Tim miał zrobić mu krzywdę....- uśmiechnęła się, skoro kotek był łagodny to zaczęłam obawiać się czy to mały nie zrobi mu krzywdy...
- coś się stało ? - spytała mama gdy siedziałyśmy popijając herbatę.- może chcesz ciastko ?
- chętnie - popijając o wszystkim jej opowiedziałam - co mam zrobić ?
- Kochanie, jeśli Bill cie kocha, a podejrzewam, że mimo wszystko tak jest to powinien przestać. Dałaś mu szanse, ale zmarnował ją, może po prostu nie chce, tak mu dobrze.
- ale ja go kocham !- wszystkie emocje wzięły górę i wybuchły...rozpłakałam się.
Mama wzięła mnie w ramiona i uspokajała.
- Amalio toć nie mówie zaraz o rozwodzie.
- więc co proponujesz ? - coś trzeba było zrobić.
- Może odseparujcie się na jakiś czas. Masz dziecko w drodze, nie możesz o tym zapomnieć.
- Możemy tu zostać ? 
- jasne, pomożemy ci z ojcem przy maleństwu gdy się urodzi. Mamy całkiem przystojnego sąsiada - puściła do mnie oczko.
- Mamo ! Nie chce nikogo poznawać. Kocham Billa i wrócę do niego
- dobrze, dobrze - uśmiechnęła się - ale taki ojciec to nie ojciec.
- damy sobie czas i wszystko się ułoży - zapewniłam ją, chociaż tak naprawdę sama nie wiedziałam czy to wszystko da radę trwać. Jest teraz tysiące kilometrów i właśnie teraz wraca z pracy.

* U Billa *

Jak zwykle wrócił z planu i usiadł na sofie. Zamknął oczy ... chwila ..coś było nie tak...tylko co ....

Było cicho...za cicho.

Brakowało tej radosnej krzątaniny Amalii i krzyków Olivierka.
Rozejrzał się było pusto...za pusto, poczuł się cholernie samotny.
Zszedł do recepcji spytać o jego kobietę, okazało się, że uciekła  rano. Nie wiedział czemu ...wrócił wściekły do apartamentu. O co jej wiecznie chodzi . 
Chodził wściekły po pokoju, gdy nagle poczuł, że coś rozdeptał...strzykawkę ...
Nagle wszystko wróciło, przypomniał sobie...
Pamiętał ! 
Naćpał się jak świnia !
Pamiętał jak krzyczał...
Pamiętał jak stała w drzwiach przestraszona 
Jak  uciekała...
Popieprzony egoista...
Idiota...

Złapał za iphona, odebrała po 1 sygnale.
- Bill na razie do mnie nie dzwoń, musimy dać sobie czas, nie wiem co będzie dalej czas pokaże. Na razie nie mogę... nie chce z tobą być - mówiła łamiącym się głosem, wiedział że płakała, zabolało....
- Lia, ja przepraszam, nie do końca byłem sobą...
- Bill, to nie ma znaczenia. Dajmy sobie czas, proszę... - rozłączyła się...

Został sam i nareszcie to do niego dotarło.
Wiecie jak to jest kiedy opuszcza rodzina i nie ma nikogo, kto byłby przy tobie, kto pokazywałby ci lepszy świat, kto by cię kochał równie mocno... ? 
On się właśnie dowiedział i wierzcie mi lub nie... To nie jest miłe uczucie... 
Połóżcie się gołym ciałem na rozjarzonych węglach.... obetnijcie sobie jakąś część ciała.... Wpadnijcie pod samochód.....pociąg...Boli prawda ? 
On właśnie tak się czuł.... Czuł, że obumiera w środku .... 
Usiadł na łóżku, złapał strzykawkę i odmierzył więcej niż zwykle...alternatywą było nieobudzenie się więcej, ale to było by chociaż mniej bolesne...

Znowu łamał dane słowo, miał przeczucie że z Lia stanie się coś bardzo złego... bardzo złego..., ale teraz nie mógł już nic zrobić....stracił przytomność... i umysł.... ale przeczucie go nie myliło.... Niedługo miała wydarzyć się tragedia... 










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz