Great Day

Great Day

piątek, 4 marca 2016

48. Prawda jest owocem, który należy zerwać dopiero gdy dojrzeje.



I don't know why I trusted you but I knew that I could...
- nie wiem dlaczego ci zaufałam, ale wiem że mogłam...-





- Nareszcie w domu - rzuciłam sie na kanapę w salonie. Kilka dni po wizycie Alice wróciło mi czucie w nogach, oczywiście musiałam się zgodzić pod przymusem na 2-miesięczną rehabilitację, żeby móc normalnie funkcjonować i dopiero teraz wróciłam do domu.
- Dawno cię nie było, stęskniliśmy się z tatą - podszedł do mnie mój syneczek i słodko się przytulił.  
Objęłam go - zrobisz mi coś do jedzenia ? - pyta niewinnie ( no tak mój synek bezinteresowny to nie jest, no ale w końcu nie może być idealny, bo w końcu musiał odziedziczyć coś po tatusiu xD ). Nie potrafię  mu odmówić, nigdy nie potrafiłam.
- Na co masz słonko ochotę ? - pytam z trudem podnosząc się z kanapy.
- chce lasagne
- synek, nie męcz mamy, zrób mu kanapkę, wystarczy - do kuchni zaraz za mną wchodzi Bill.
- Oj, zrobię mu jeść zresztą sama mam na coś ochotę - obejmuje go w pasie i kładę głowę na jego piersi.
- kochanie - zaczyna i się zacina jakby bał się dokończyć.
- tak ? - ponaglam go
- jutro muszę lecieć do Kanady, nagrywamy nowy teledysk
- Na długo ? - pytam choć znam już odpowiedz, albo przynajmniej się domyślam
- Ehh, odwlekałam to w czasie, żeby być przy tobie w szpitalu i ...
- ile ? - pytam wchodząc mu w zdanie
- 2 miesiące
- ehh - wzdycham i zabieram się za szykowanie posiłku.
- kochanie, też chciałbym być tu z wami, ale to nie takie proste.
- a czy ja coś mówię? 
-nie, o dziwo nic nie mówisz
- byłeś w szpitalu praktycznie 24 na dobę, należy ci się trochę odpoczynku
- nie chce od ciebie odpoczywać, gdyby to był odpoczynek to zabrałbym cię ze sobą... chwila ..- zamyślił się - tak właśnie zrobię
- co ?
- pojedziemy wszyscy razem do Kanady
- ale jak, tak po prostu wsiądziemy w samolot i miodzio ?? - nie byłam przekonana
- skarbie, w Toronto mam wynajęty apartament tylko zamienię go na większy i dokupię 2 dodatkowe bilety na samolot i lecim ! ( na Szczecin xD ) Pakuj się kochanie
- jedziemy na wakacje ? - do kuchni wbiegł rozbrykany Oli
- chyba tak - podsumowałam bo doskonale wiem, że jak Bill się uprze to nie ba przeproś.


*

To już chyba wszystko - stwierdziłam dopinając walizkę.
- świetnie - Bill wrócił do sypialni i pomógł mi ją podnieść - Alice też z nami jedzie i Lucky i nawet Mija. Postanowiliśmy potraktować to jako urlop. Odpoczniemy w jakimś drogim i luksusowym apartamencie.

- co z dzieckiem ? - spytałam
- co masz na myśli ?
- Bill, to 2 miesiące, co jeżeli dziecko urodzi się w trasie ?- nadal byłam mało przekonana do tego pomysłu.
- to będzie można na stare lata powspominać.
- zabawne - ofuknęłam go
- skarbie, jakie jest prawdopodobieństwo że zaczniesz rodzić akurat wtedy, z resztą Alice też przecież jest w ciąży i nie martwi się tak no. Spokojnie będzie dobrze. Dobrze ci zrobi, odpoczniesz od prania, gotowania i zajmowania się wrzeszczącym bachorem
- no dobrze - nadal nie do końca byłam na to nastawiona, ale postanowiłam mu zaufać, jest dorosłym mężczyzną, komu jak komu, ale jemu można było ufać ( tak wtedy myślałam, ale jakże się myliłam ! ). Złapałam za telefon.



                                                                          A: No cześć sis, jak tam , spakowana ? - zaczęłam, gdy Alice odebrała po pierwszym sygnale 
                                                                         A: Hej Lia, tak właśnie Tom zamawia taxi, podjedziemy niedługo po was
                             A: wszystko w porządku ?
                                                A: tak, ale trochę boje się tego wyjazdu
                                                                           A: ja tak samo, boje się o dziecko, nawet chciałam zostać
                A: ej, będzie fajnie
                                  A: no ba, bo my tam będziemy
                                         A: ok, Tom już jest. Do zobaczenia
A: Pa 


- Bill ! - zawołałam go,żeby kazać mu się szykować i usłyszałam huk. O Matko !
Wybiegłam z pokoju. Bill leżał na podłodze a obok niego przewrócony taboret.
- ale mnie wystraszyłaś (xDD)
-czego tam szukałeś ? - spojrzałam na szafę
- niczego - powiedział szybko, za szybko
- no przecież nie ścierałeś kurzu - dziwne. Wzięłam taboret i postanowiłam sama sprawdzić. Wspięłam się na szafę, pomacałam ręką i natrafiłam na...
Woreczek z białym proszkiem !
Zatkało mnie, zamarłam.
Westchnął i usiadł na dywanie.
- Tak, wiem , miałem z tym skończyć - powiedział cicho
- Bill, jeszcze ci mało ? !!! - zdenerwowałam się
- Kochanie, ja...
- Bill, myślałam, że przestałeś. Obiecałeś mi ! - w oczach pojawiły mi się łzy. Czułam się cholernie bezradna i jakby nie patrzeć oszukana. - zaufałam ci ...
- Lia, skarbie...
- skończ ! - usłyszeliśmy trąbienie. No super, wzięłam Oliego za rączkę i ruszyliśmy ku drzwiom, Bill z walizami podążył za nami. Nawet się na niego nie spojrzałam. Cholernie zła wsiadłam do taxi, co nie uszło uwagi mojej siostry. Alice spojrzała na mnie pytająco, wzrokiem przekazałam jej, że porozmawiamy później ( magia telepatii bliźniąt xD )
Teraz nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Taksówka byłam dużym vanem, więc bez problemu pomieściliśmy się my i nasze walizki.
Olivier usiadł na środkowych siedzeniach z Ali bo miała cukierki, mały obżartuch xD
Ja usiadłam sama na końcu. Po niedługim czasie dosiadł się do mnie Bill. Odwróciłam głoę, nie miałam ochoty na niego nawet patrzeć, więc z przesadnym zaciekawieniem oglądałam widoki za oknem.






*
Poczułam delikatny dotyk zimnej dłoni Billa na mojej, ale odtrąciłam go i po policzku spłyneła mi łza, 
Czułam się cholernie dotknięta, przecież gdyby mi powiedział to bym mu pomogła, jak zawsze, ale ten egoista wolał nic nie mówić i spokojnie sobie ćpać.
Może podobało mu się... Może nie chciał mieć normalnej rodziny... Może nie było nam pisane żyć długo i szczęśliwie.
- Lia, ty płaczesz ? - usłyszałam zatroskany głos siostry - nie mów, że znowu wpadasz w depresję. Lia, odezwij się - pomachała mi dłonią przed oczyma.
 Rozejrzałam się. Nikogo nie było oprócz nas.
- Gdzie wszyscy ? -spytałam
- załatwiają coś z Jostem- zaraz przesiądziemy się do tourbusa
- nie mieliśmy przypadkiem lecieć samolotem ?
- nie wiem, mniejsza, jedziemy tourbusem.
- ok
- co jest ?
Nie było sensu tego przed nią ukrywać..
-Bill mnie okłamał Ali, perfidnie i świadomie okłamał !
- w jakiej kwestii..?
- obiecał że przestanie...nigdy nie przestał, wciąż to robi !
- ale co ?
-... ćpa ..





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz