Great Day

Great Day

czwartek, 11 grudnia 2014

12. Decyzja

- Wszystko dopięte na ostatni guzik ? - pytam Alice. 
Po naszym powrocie z wycieczki ustaliliśmy datę ślubu, oczywiście planem mojego przyszłego męża było pobranie się w Japonii, na co poprzystałam z głośnym okrzykiem radości. Tuż po powrocie zabraliśmy się za wszystkie plany, ślub, przyjęcie, suknia. Oczywiście do pomocy miałam najlepszą druhnę na świecie - moją siostrę. Podczas wspólnego kartkowania katalogów z Ali i mamą na nowo odkrywałam piękno życia. 
- Lia, spokojnie ... mając taką druhnę jak ja wszystko pójdzie gładko.- siostra kolejny raz kładzie mi uspokajająco rękę na ramieniu. Jestem niespokojna, ślub coraz bliżej, a ja chce by wszystko było jak należy, by ten dzień był najpiękniejszym dniem w naszym życiu. 
- Boje się - na samą myśl o miejscu w którym mam brać ślub przechodzą mnie dreszcze. Czuje wielki respekt patrząc na zdjęcia świątyni, sunę wzrokiem po krzywiźnie a potem spadku jej dachu. Wszystko jest takie majestatyczne i zarazem baśniowe. 
- spokojnie, ja bym się cieszyła gdyby Tom zaproponował mi coś takiego - Ali bierze mnie za rękę - Już niedługo kochana. 
- cieszę się - odpowiadam, ale w głębi duszy jestem niespokojna. Każdy pewnie kiedyś marzył o czymś takim i ja nie byłam wyjątkiem... Mój ślub będzie wyjątkowy, wymarzony.... Boje się po prostu, że z moim fartem do nieszczęść wszystko zepsuje. 

*

- Tom - wrzasną z całej siły, gdy brat pomagał mu zdjąć marynarkę, którą właśnie przymierzał przed lustrem obracając się we wszystkie strony.
- co jest, ma być ci wygodnie to wieczór kawalerski. Ostatnia noc wolności. Jutro już nie będziesz kawalerem ! - Tom rechocze jak opętany. - Nie musisz wyglądać perfekcyjnie i luksusowo. 
- super, tylko dlaczego idziemy do clubu ze striptizem ..? - zirytował się mężczyzna. Nigdy nie miał nic przeciwko ładnym kobietom, ale na Boga jutro bierze ślub. - czy to nie jest nieodpowiednie ? 
- oj będzie fajnie - wtrącił się Georg - będziemy wkładać im kasę do staników .... - zatarł ręce ..
- ciekawe co ta no Mia .. - ofuknął go Bill, ale z uśmiechem. Mia to śliczna dziewczyna Georga, niska blondynka z ciepłym usposobieniem do każdego spotkanego człowieka. 
- oj, moja laska wie że facet czasem musi wyjść ... bez zobowiązań, a ty żeś nagle wyskoczył z tym ślubem jak Filip z konopi.
- Przesadzacie, ślub to tylko formalność - wtrącił swoje 3 grosze Gustav .. - Kocham Lucky ( Lucky to z kolei piękna długonoga szatynka, miła dla wszystkich chociaż czasem można dostać niezły opierdziel)  i tak jak jest teraz jest mi dobrze, ale w następnym roku coś mi się widzi będziemy się bawić na moim weselichu, bo Lucky marzy o wielkiej rodzinie i obrączce na palcu. Nawet jeśli dla mnie to tylko papier, dla niej jestem w stanie zrobić to i jeszcze więcej. 
- łooooo Gustav... - uśmiał się Tom ... - mnie nie ciągnie do ślubu, po co na siłę robić z siebie mężulka i dobrowolnie skazywać się na celibat. - żartował sobie Tom z błyskiem w oku. 
-no tak tak, mów tak dalej, ale komuś kto nie widział zdjęć z sesji ślubnej, myślisz, że nie widać jak wpychasz jej jęzor prawie do żołądka ? - skarcił go brat - Pomyśl o Alice, a nie o chlaniu na umór i patrzeniu na gołe dupska. A poza tym jak celibat idioto ? 
- cały czas o niej myślę, ale na pewno nie tak grzecznie jak ty o swojej - Tom puścił mu oko i pokazał język  - "narzeczonej"  - dziwnie zaakcentował to słowo. - Sypianie z tylko jedną laską można podciągnąć pod celibat !
-  Co ty nie powiesz, tylko ciekawe dlaczego już od ponad 4 lat nie słyszę o żadnej blondynce czy gorącym trójkąciku, ale za to o ślicznej rudej, piegowatej...
- Mówisz o swojej przyszłej żonie - przerwał mu Tom i zarechotał. Podobieństwo obu dziewczyn mu nie przeszkadzało, natomiast przeszkadzał mu Tom, który patrząc na kształty swojej kobiety mógł wyobrazić sobie jak wygląda jego kobieta i do cholery był pewien, że tak właśnie robi  - Och, masz racje, wciąż o niej myślę !
- Zabije !! - Bill zaczął wymachiwać mu szczotką do włosów przed nosem.
- ej przestańcie , nie da się was już słuchać, chodźmy już ,nie mogę się doczekać tych lasek ... - uśmiał się Żorżi - ale będzie - zatarł ręcę. 
- może dla ciebie !  - zdenerwował się ponownie czarnuch - a żenię się z nią bo ją kocham ! - Bill wciąż kontynuował przemawianie swojemu bratu do rozumu.
- ale, czemu akurat tam ? - Gustav dopinał rozporek - to kosztowało cię majątek.
-chłopaki kasa nie ma znaczenia, ważne żeby ceremonia zaślubin była udana. W końcu na tym zaczyna się nasza wspólna przyszłość :) Lia kocha ten kraj, od dziecka o nim marzyła, więc postanowiłem połączyć jej marzenia w jedno i spełnić oba. 
- Wiesz Bill, jeszcze możesz się wycofać - szturchną go żartobliwie Tom, żeby go trochę poirytować. - Wiem o czym mówię brat. Ślub to poważna sprawa - przestał się uśmiechać - Nie mam nic do Amalii, kocham ją jak siostrę i traktuję jak członka rodziny, którym z resztą jest, ale pomyśl Bill. 
- Nie, jestem pewien swojej decyzji, chodźmy już - szepną zrezygnowany i przegadany - miejmy to za sobą...

*

- Długo jeszcze - jęczałam gdy nogi odmawiały mi już posłuszeństwa
- Przestań, już nie daleko, zobaczysz, ten sklep ci się spodoba, zobaczysz że było warto się zmęczyć, to największe królestwo butów jakie udało mi się znaleźć w Berlinie.
- Naprawdę ?  super !  - pod tym względem jestem prawdziwą kobietą, kocham buty i torebki.

Otworzyła przede mną drzwi ... zaparło mi dech w piersiach.. wielkie szafki były pełne kolorowych, błyszczących a nawet koronkowych butów.... Całe szczęście że mam w dłoni kartę kredytową Billa. Co prawda nie chciałam narażać mojego ukochanego na tak wielkie sumy, ale kilka par w takim miejscu to przymus. Ruszyłam w stronę butów na platformach ... i nagle w oczy rzucił mi się chłopak... te brązowe niesforne kosmyki, ten szeroki uśmiech te oczy,  poznałabym go wszędzie, ale ze względu na okoliczności próbuje przejść nie zauważona do półki z platformami.... Kurczę powinnam uciekać z tego sklepu i wrócić jak on zniknie...ale Platformy wzywają... O kurczę...zobaczył...- powiedziałąm sama do siebie i podszedł do mnie. 
-Lia - usłyszałam głos jakby pełen ulgi i radości. 
- cześć Mike ... - uśmiechnęłam się, może i wyglądało to odrobinę sztucznie, ale naprawde cieszyłam się ze go widzę ( Tak tak a dopiero co chciałaś uciekać, kogo ty oszukujesz )
- ale numer co ty tu robisz ? Nadal jesteś w Berlinie ? 
- kupuje buty
- to tak, ale co cię sprowadza w tę część miasta .. ja mam urlop ..sama wiesz czemu .. to wszystko było takie,  nie ważne :) - nadal jest mu ciężko, słyszę to w jego głosie, to nienajlepszy moment na rozmowę z nim.
- przygotowania - mówię krótko, z jakiegoś powodu mam przeczucie, że lepiej mu nie mówić.
- do czego  ? - uśmiecha się, nie rozumie, zaraz zadam mu cios. 
- do ślubu - uśmiech znika z jego twarzy, jego mina wygląda jakby miał iść zaraz na szubienice, jakby palił się od środka, jakby umierał z bólu.
- za ile ? - pyta tylko wzdychając.
- jutro ... - zacinam się.
- co ?!! - krzyczy - dlaczego nie daliście sobie trochę czasu .. nie było go 2 lata, a potem nagle wraca i od razu  ślub ! Jak to ?! 
- Mike to nie twój problem - zdenerwował mnie i chcę już go spławić i wyjść. 
- nie wyjdziesz za niego ..nie możesz ... ! - rwał sobie włosy z głowy, to chyba nie jest normalne zachowanie.
- dlaczego ? - byłam już na prawdę zła.
- bo ja cię kocham  - krzyczy. Z tego co mi wiadomo o miłości nie powinno się mówić w taki sposób. 
- Mike ..nie wracajmy już do tego. Ja kocham JEGO. - kolejny raz tłumaczę mu jak wół krowie na miedzy.
- dlaczego ? - szepcze 
- nie wiem, tak po prostu jest.
- a jeżeli on cię zdradzi, zostawi, znowu wyjedzie ? Pomyśl Lia, ja tego nigdy nie zrobię. 
- Mike ..skończ  - opuszczam sklep, przeszła mi ochota nawet na kupowanie butów. 
Siadam na murku na przeciwko i czekam na siostrę...

*
Odwraca się ..Lia znika ...
- Lia - idzie w głąb sklepu rozglądając się po wszystkich alejkach. Nagle widzi kosmyk ognistych włosów. Brutalnie łapie dziewczynę i bez zastanowienia całuje.
- Ej koleś ..co ci ? - dziewczyna go odpycha... 
- mówiłem przecież że cie kocham !
- co ? - zdziwienie dziewczyny jest autentyczne  - chyba mnie z kimś pomyliłeś. Kim ty w ogóle jesteś, przepraszam bardzo ?
- Lia .. naprawdę cię kocham - łapie dziewczynę za ręce, a ta mu się wyrywa. 

*
Alice długo nie ma, ile można wybierać buty. Postanawiam wrócić do sklepu i ją ponaglić,  trafiam na ostrą scenkę ... Mike dobiera się do mojej siostry a ona próbuje się mu wyrwać. Czegoś nie rozumiem, ta sytuacja trochę mnie boli. 
- kocham Cię - słyszę głos chłopaka...
Czuje  nie wiem ..zazdrość ...przecież te słowa były przeznaczone dla mnie, bez namysłu wchodzę pomiędzy nich.
- Mike - słysząc mój głos zamiera, a potem gwałtownie się odwraca i uświadamia sobie jaką gafę popełnił. No tak, nawet jeśli słyszał o mojej siostrze to nigdy nie miał okazji zobaczyć jej z bliska. 
- znasz go Lia ..? - pyta zdziwiona Alice i oczekuje odpowiedzi. Co powinnam jej powiedzieć. 
 - Opiekował się mną kiedy ... się leczyłam
- już widzę jak się opiekował - patrzy na mnie z wyrzutem - Jutro wychodzisz za mąż ! - mówi z pretensjami. 
- wiem, ale co to ma do rzeczy? -  rozkładam ręce.
- zadaj sobie pytanie czy za właściwego człowieka - wychodzi i zostawia mnie samą z Mikiem. 
- Dlaczego obściskujesz się z moją siostrą ? - wyrwało mi się ... nie chciałam pytać ..ale zazdrość wzięła górę. 
- nie, to nie tak ! - tłumaczy się - ja myślałem .. to wszystko co mówiłem .. mówiłem tobie, nie jej, nie wiedziałem że to twoja siostra. Na prawdę chcesz za niego wyjść ? - pyta cicho zmieniając szybko temat.
- Tak, Mike - mówię mu zdecydowana, ale ta chwila wprowadziła mnie w dziwny nastrój. 
- więc czemu jesteś zazdrosna o swoją siostrę ? - odgadł moje myśli. 
- bo mi na tobie zależy - należy mu się prawda, a ja nie zamierzam spotkać go już nigdy więcej.
- bo mnie kochasz ... - zapada cisza .... niby co mam odpowiedzieć. 
- miło było cię zobaczyć - mowie cicho i wychodzę.

Nieśmiertelność jest stanem zmarłego, 
który nie zrozumiał że nie żyje 



- No to z mojej imprezki panieńskiej nici - siadam na łóżku, nie mam ochoty na picie, ploty, tańce, spotkanie Mike doszczędnie zrujnowało mi humor. 
-  Lia - zaczyna cicho Ali ...
- Tak ? - próbuje ją ośmielić
- zależy ci na Miku , prawda ?
- skąd ci to przyszło do głowy ? - udaję zdziwienie, ale wiem że siostra i tak nie uwierzy i pozostaje mi tylko przygotować się na atak. 
- widziałam jak dzisiaj na siebie patrzyliście. Amalia ... - siostra zawsze mnie rozgryzie
- Tak, zależy - poddaje się, nie ma sensu się wypierać. - Wiem, że mi na nim zależało, przez te dwa lata spędziłam z nim naprawdę dobre chwile. Celowo nie mówię wspaniałe, bo te są zarezerwowane dla Billa, ale z Mikiem było dobrze, miło, wesoło, ale to się skończyło. 
- jesteś pewna, że jutrzejszy ślub to dobre rozwiązanie ? - dopytuje mnie - Wiem, że kochałaś Billa, widziałam to, ale minęło dwa lata, ty się zmieniłaś, on się zmienił, skąd wiesz że nadal będzie tak jak wtedy ? 
-Nie będzie tak jak wtedy, pewne wydarzenia to przekreśliły. Wiem, że ludzie z czasem się zmieniają, ale ja i Bill ... uważam, że byliśmy sobie pisanie, tak czuje Ali, jesteśmy bratnimi duszami. 
- Ale mimo to masz jakieś wątpliwości ?
- Nie - bronie się
- Widzę, że tak. 
- Ali ....kocham go, ale Mike i ty - oboje macie trochę racji , mimo to byliśmy sobie pisani on wyjechał prawda ? Może tak na prawdę nie jesteśmy bratnimi duszami ? Co wtedy ? 
- to prawda, jutro nie musisz się na wszystko zgadzać.. zastanów się .. to decyzja na całe życie . Jeżeli jutro stwierdzisz że jednak nie kochasz Billa, albo że potrzebujesz czasu  to po prostu mu powiedz. Wydaje mi się że zasługuje na prawdę.
- wiem,  to akurat będę mu winna.
- o nie, ty nic nie jesteś i nie będziesz mu winna - oburzyła się - to on cię zostawił , tak nazywajmy rzeczy po imieniu - dopowiada, kiedy chcę zaprotestować - Zostawił Cię . To twój wybór, on nie ma tu nic do gadania .
- Uspokój się ..skąd w tobie tyle zła ?
- to nie zło, to miłość Lia, miłość do ciebie, no dobrze mu tu gadu gadu a, ty powinnaś się wyspać, nie przemyślaj za dużo, ufam że podejmiesz właściwą decyzję - wychodzi
Zostaje sama i od razu pojawiają sie w mojej głowie setki myśli, może tak naprawdę potrzebuję czasu by to wszystko poukładać, może tak od razu to błąd, teraz wybrałam sercem, które pędzi ku Billowi, ale rozum podpowiada mi "Zwolnij, zatrzymaj się na chwilę, pomyśl." Mój rozum stawia na Mika.

Późnym wieczorem idziemy na samolot, celowo siadam koło Alice, by nie siedzieć obok Billa i mieć trzeźwy obraz sytuacji. 
Kocham Billa, ale czy on mnie kocha ? Z jakiegoś powodu jednak wyjechał, mogę sobie spekulować, że chciał trochę pobyć dla siebie, ale tak naprawdę nie mogę być pewna. W przeciwieństwie do Mika który kocha mnie nad życie... ale czy ja go kocham ?
Zależy mi na nim, ale nie jestem pewna swoich uczuć. Do Billa jestem , kocham go bezgranicznie z palcem w dupie, ale nie wiem czy on mnie kocha ehhh i znowu wracamy do punktu wyjścia ... Lepiej być z osobą, która kocha mnie bezgranicznie , czy z osobą co do której nie na 100 jestem pewna czy mnie kocha, ale którą z kolei kocham ja?
Już chyba podjęłam decyzję, człowiek powinien kierować się rozumem. Serce jest głupie, poboli i przestanie, jutro poproszę Mika o spotkanie a na ślubie powiem ... co powiem ?
Nie mogę przecież skrzywdzić Billa. 



Rozpoznaje znajomo wyglądającą płytę lotniska, gdy tylko pojawiamy się nad Tokio, lądujemy i wynajęte samochody przewożą nas do hotelu, Bill znów nie siedzi ze mną w aucie, a gdy okazuje się, że poprosiłam o osobny pokój łapie mnie zdezorientowany za rękę. 
- Kochanie co jest ? - patrzy nic nie rozumiejąc, powinnam już wtedy mu powiedzieć, ale coś mnie powstrzymało, nie mogłam, nie byłam pewna - Mam wrażenie, że mnie unikasz. Czy coś się stało ?
- Nie, Bill wszystko w porządku, ale uważam, że według tradycji nie powinieneś mnie oglądać przed ślubem, poza tym to twoja ostatnia noc wolności, nie chciałbyś pobyć sam ? - uspokajam go. 
- Nie chciałbym być sam Lia, już zawsze mogę spędzać każdą noc z tobą, ale jeśli to ma cie uszczęśliwić to dobrze. - zgadza się i przybity bierze klucz do pokoju i odchodzi, a moje serce zalewa fala bólu, głupie serce zawsze będzie się do niego wyrywać, cokolwiek bym zrobiła. 


W nocy mam sen, a właściwie koszmar, śnią mi się oczy, we śnie znam te oczy, ale nie wiem do kogo należą, są piękne, ale z każdym uderzeniem mojego serca się oddalają. Chce krzyczeć by wróciły, ale nie mogę otworzyć ust  - jestem tylko powietrzem, nicością, a one powoli zanikają w oddali. - Nie odchodźcie - myślę, ale mnie nie słyszą. Znikają, a mi robi się niewiarygodnie zimno i pusto, ze swoim odejściem zabrały całą moją duszę, umieram bez niej...

Gwałtownie wybudzam się z koszmaru, otwieram oczy ..ktoś mnie szturcha
- Lia ..wstawaj - to Alice - wstawaj mamy tyle do zrobienia ...
Siostra pomaga mi się umyć i przygotować, nie wracamy już do tematu z poprzedniego dnia. Po makijażu  Zakładam pantofelki i przychodzi czas na suknię, moja wymarzona biała suknia jak z bajek o księżniczkach, wielka, rozkloszowana z trenem, już czuje się najpiękniejsza. Siostra kiwa głową z uznaniem. 
- Wiesz, jesteś taka piękna, że jest mi przykro.
- Dlaczego ? - nie rozumiem.
-Bo ja na swoim ślubie nie wyglądałam nawet w jednym calu tak jak ty.
- Oczywiście, że tak - pocieszam ją - Przecież jesteśmy bliźniaczkami, jednojajowymi,  pamiętasz ? Wyglądałaś tak jak ja, zawsze będziesz tak wyglądać. 
Siostra już nic nie mówi tylko woła tatę, który ma sprowadzić mnie do limuzyny.





 Biorę parę wdechów i wsiadam do limuzyny ...cały czas się zastanawiam nad snem , co miały znaczyć oczy i dlaczego wydawało mi się, że je znam. Dlaczego odczułam ich zniknięcie tak mocno ? Może to tylko stres płata mi filgle i tak naprawdę ten sen nie miał żadnego znaczenia, ale cały czas mam z tyłu głowy dziwne mrowiące  wrażanie, że jednak miał. 
Już jestem pewna swojej decyzji  o Miku... do czasu gdy wchodzę do japońskiej świątyni... gdzie ma odbyć się ślub ...













































1 komentarz:

  1. Wpadłam na ttwój blog przypadkiem ale jest świetny i we wcześniejszych notach ryczałam jak *brak określenia*
    Więc...,dalej i dalej !!!! :D

    OdpowiedzUsuń