Great Day

Great Day

piątek, 16 stycznia 2015

22. Wyścig z czasem

Biorę kilka wdechów i stawaim stopę na gaz. Auto błyskawicznie skacze do przodu, 1000 koni mechanicznych jednak działa. Silnik chodzi jak szwajcarski zegarek. Wymijam porshe panamerę, którym przyjechali i ruszam w kierunku jaki wskazuje nawigacja. Ktoś jedzie za mną... wjeżdzam do lasu i wyskakuje z za zakrętu .. po czym wjeżdzam w małą polna dróżke i szybko gasze światła. Auto mnie mineło, oddycham z przerażeniem. Nawigacja każe mi zawrócić.. odczekuje jeszcze chwilę i ruszam w trasę. Kto miał takie porshe ? Lia przypomnij sobię.. dojeżdżam do celu i gaszę światła. Wszędzie panuje grobowa ciemność.. co ja mam teraz robić ?
Czekać na Billa !! ze strachu zamykam oczy, Bill gdzie jesteś ? 
Po chwili podjerzdzą auto Toma.. ale Bill z niego nie wysiada. Nie ma go .. boje sie poruszyć.. z auta wysiada jakiś dryblas... i nagle coś sobie uświadamiam... Bill miał po mie przyjechać autem Toma... to znaczy że GPS miał wskazać mu to miejsce... Billa nie ma a oni mają w łapach GPS... znależli mnie. Jakaś postać idzie w moim kierunku... adrenalina bierze górę i dociskam pedał gazu z całej siły, postać biegnie do audi i rusza w pościg...

*
- odjechali moim wozem - krzyczy Tom do podnoszącego się z ziemi brata. Mało brakowało a wpakowaliby mu kulke w tył głowy.
- jasna cholera... nawigacja !!!!
- zadzwoń do niej !
- obawiam się że może być już za późno
Wyciąga telefon, dziewczyna nie odbiera od razu
- Bill ... oni mnie znaleźli .. jadą za mną
- Ami... - jęczy zrospaczony - dużo ich jest ??
- chyba 3 - odpowiada wystraszona kobieta
- Musimy ja znaleźć - krzyczy Bill do toma- teraz 
Wsiadają w bialutkie audi r8 






- Bill gdzie jesteś ? - Amalia płaczę do słuchawki.. serce mu się sciska... oni ja zabiją !!!
- już jadę... nie pozwolę aby cię skrzywdzili 
rozłącza się i jedzie w kierunku lasu...

*
Ciągle w lusterku widzę światła lefrektorów.... zabiją mnie jak psa !! ... co mam teraz zrobić... nie mogę się zatrzymać...jutro rano mam samolot do LA .. muszę wytrwać w tym szaleńczym wyścigu do rana, a potem wsiąde w samolot.... zniknę...tylko czy starczy mi paliwa ? Światła coraz bliżej już prawie mnie mają....
- Błagam tylko nie to - jęcze gdy kolorowa diodka na desce rozdzielczej wskazuje brak paliwa.... samochód przestał nabierać prędkości.. za chwile stanie i będę musiała zmierzyć się z 3 mężczyznami.... Biore iphona i wybieram nr Billa ... w myślach błagam moje ferrari żeby się nie zatrzymało. Napewno ma hybrydę.... ale ile można jechać na oparach ... one też się wykończą...
- Lia... - słyszę jego napięty głos
- paliwo mi się kończy - skarże się przerażona.. umre
- no żesz kurwa mać !!! ... - Bill sie zdenerwował- gdzie jesteś ?
- w lesie
 - cholera .. posłuchaj.. zjedź ze ścieżki .. wysiądź z auta... i uciekaj !!!!!! - tak nagle się rozłącza, może padła mu bateria. Teraz jestem zdana tylko na siebie.. wychodze z auta i puszczam się biegiem przez las. Odwracam się i serce mi prawie staje. Bandyci wjeżdzają na chroniony teren lasu samochodem. Jadą tuż za mną.... mogę zacząć żegnać się z życiem.
Nagle wpadam w chłodne ramiona mężczyzny, który ciągnie mnie w inną stronę. Nie wiele myśląc ide za nim .. nic lepszego mi nie zostało... a muszę ratować siebie i dziecko.. cmentarz ?? cholera to pedofil !!! 
Brama cmentarna się za nami zamyka z brzękiem i mężczyzna wciąga mnie do kaplicy. Puszcza mnie i się odsuwa... przykłada palec do ust na znak że mam być cicho.
Dopiero teraz mogę się mu przyjżeć.. jest cały ubrany na czarno .. i ma długie blond włosy. Nie jest stary,,, coś ok 30 lat
- kim jesteś?? - pytam - nie skrzywdzisz mnie
- nie bój się mnie.. tylko ich - słyszę warkot silnika na zewnątrz - pracuje tutaj.. na cmentarzu - bierze do ręki łopatę... - o matko grabaż !!! - spokojnie, nie jestem mordercą a z tymi tutaj od dawna mam na pieńku.. jesteś Amalia prawda.. - to nie było pytanie
- skąd ...? - urywam 
- bo cie szukają... od dluższego czasu ich obserwuje.... jestem Oksywius - podaje mi lodowatą dłoń...
- dlaczego tu nie przyszli ?? - pytam w prost - boją się ziemi świętej ?
- oni niczego się nie boją... zabili mi żonę !!! i córeczkę... a potem rozkopali ich groby i zgwałcili - mówi z wściekłośćią - to nekrofile... chca zabić.. pochować...odkopać ... i zgwałcić ciebie.. - nie musiał mi tego aż tak tłumazyć... nie dobrze mi
... Gwałcić trupa.. to obrzydliwe...
- ktoś po ciebie przyjedzie ?? - pyta gdy głos silnika się oddala
- mój mąż
- wie gdzie jesteś ?? zadzwoń !
- chyba rozładował mu się telefon...
- ehh.. gdzie mieliście się spotkać
- na dróżce w lesie.. jest tam taki mały zagajnik
- wiem gdzie to .. zaprowadzę cie - bierzę łopatę, obejmuje mnie w pasie i wychodzimy. Jestem tak przerażona że nawet nie próbuje go odepchnąć -Diablo !!! - woła w ciemność i po chwili przybiega jego czarny doberman. Wielkie bydle... warczy .... a mnie przechodzi dreszcz
- spokojnie.. to mój kumpel.. co prawda gdybyś spotkała go w lesie przypadkiem już byś nie żyła.. ale jesteś ze mną...
aha...
Ruszamy przez las
- gdzie twoi przyjaciele ?- pytam gdy opowiada mi o swoim samotnym życiu
- nie mam przyjaciół...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz