" Była to pora światła, była to pora ciemności
była to wiosna nadziei, była to zima rozpaczy
mieliśmy wszystko przed sobą, nie mieliśmy niczego przed sobą
wszyscy szliśmy prosto do nieba..
wszyscy szliśmy w zupełnie innym kierunku "
CZĘŚĆ 2
Od 30 minut siedziałam w luksusowym ferrari Billa i nudziło mi się okropnie, starałam się podziwiać widoki, ale jechaliśmy przez Berlin = miasto które dobrze znałam i nawet to po pewnym czasie stało się nurzące. Bloki wciąż te same, domki wciąż te same, klepy wciąż te same. Nuda.
-Bill...Bill...Bill - wkurzałam go chociaż tak na prawdę bardzo cieszyłam się że w końcu jest obok.. Nie było go przez 2 lata. Wszystko się zmieniło. Obiecał mi że rzuci wojsko i wróci do muzyki. Przed nami jeszcze wiele poprawek i dociągnięć, ale w końcu będziemy razem.
-Nudzi ci się - przerwał mój wewnętrzny monolog spoglądając na mnie TYMI oczyma, TE oczy znowu były w moim życiu, czułam się jakbym po 2 latach zmartwychwstała i wróciła do życia.
- Straszliwie - potakuje.
Pomyślał nad czymś chwilę
- chcesz poprowadzić ? - puszcza mi oko wskazując na kierownice.
- serio ? - dziwie się, nie wierze, jaki facet z własnej nieprzymuszonej woli daje swojej dziewczynie prowadzić auto ! Drogie auto !
- jak najbardziej - mówi bez cienia strachu w głosie.
- tak - podskakuje na siedzeniu uradowana
- chodź tu - jednym ruchem sadza mnie na swoich kolanach a ja zastanawiam się kiedy mi tak zmężniał. Czy te 2 lata wojska aż tyle zmieniły ? Pod koszulą w kratę wyraźnie zarysowują się mięśnie.
- łap kierownice - mówi i usuwa się z siedzenia kierowcy robiąc mi miejsce.
Po chwili kładę dłonie na kierownicy i jadę....świetnie jest prowadzić takie auto ..(.kosztowało pewnie majątek ). Jedzie gładko, nie zbacza na boki. Mimo że już dość ciemno, deska rozdzielcza się błyszczy i daje łunę światła w samochodzie. Ryk silnika sprawia radość, biegi na skrzyni sekwencyjnej zmienia się płynnie. Można rozkoszować się jazdą.
- i jak ?- pyta po chwili, kiedy już trochę przeszła mi ekscytacja drogim wozem.
- super ! - odpowiadam z wielkim bananem na twarzy
- to kolejna niespodzianka, jest twój - mówi całkiem poważnie.
- ale... a..ale...- zaczynam się jąkać - co ty mówisz ? - nie dociera do mnie co się dzieje.
-lubisz czerwone błyszczące auta prawda ? - upewnia się. Nadal mimo 2 lat pamięta jaki mam gust. Nie znam się na samochodach, samochód ma być szybki i wyglądać.
- Tak, ale wydałeś majątek, ten samochód nie kosztował 30 tysięcy.
- nie przesadzaj - spogląda na mnie i przypominam sobie subtelną różnice miedzy nami. On ma inne podejście do pieniędzy. Co prawda wychował się w biednej rodzinie, tak jak ja, ale potem udało mu się w życiu - spełnił swoje marzenia i teraz zarabia dużo pieniędzy, ja niestety nie - przecież powiedziałem ci że możesz brać ode mnie pieniądze, kiedy tylko chcesz i na co tylko chcesz. Nie denerwuj mnie nawet, kotku co moje to i twoje, jasne ?
- ok - zakończyliśmy temat. Nie było sensu się z nim kłócić biorąc pod uwagę że to dopiero mój pierwszy dzień poza murami szpitala.
- A co u Alice i Toma ? - pytam po chwili
- Oh, mają się świetnie, teraz mają miesiąc miodowy gdzieś na Kubie. Nie dalej jak wczoraj rozmawiałem z Tomem.
- Na Kubie ? Nie wiedziałam że twój brat lubi takie klimaty.
- Kochanie, ludzie się zmieniają, nawet mojego brata debila to dotyczy.
W nocy przesiedliśmy się do samolotu. Samochód miał ktoś zabrać z powrotem pod dom ( ogromną wille z basenem ) Billa, w którym miałam okazje mieszkać kilka miesięcy zanim wydarzyło się to wszystko, tęsknie za tym domem. Nie dlatego, że jest duży i luksusowy... to akurat ma najmniejsze znaczenie... Z tym domem wiążą się cudowne wspomnienia... to tam mieszkaliśmy zanim Bill wyjechał i sprawy zeszły na gorszy tor. To tam są wszystkie moje rzeczy, ubrania i duperele... To tam jest moje życie, ale teraz Bill mnie tam nie zabiera . W takim razie dokąd mnie zabiera ?
- dokąd lecimy ? Nie jedziemy do domu ? - pytam trochę skołowana, miałam nadzieje odpocząć kilka dni z Billem.
- ty nadal jesteś taka ciekawska - uśmiecha się - tajemnica, a do domu jeszcze zdążymy wrócić, spokojna głowa, spij słonko, jesteś zmęczona - ma racje.. przytulam się do niego ..zamykam oczy i po chwili zasypiam w jego ramionach. Coś niesamowitego.... czuje się jakbym wszystko to przeżywała od nowa... pierwszy pocałunek, pierwszy dotyk, pierwsze zaśnięcie w jego ramionach...
Gdy się budzę akurat lądujemy, Bill pomaga mi wstać i wyjść z samolotu. Na lotnisku nie jestem jeszcze na tyle przytomna żeby kontaktować ze światem, chętnie położyłabym się dalej spać. Przytomnieje dopiero kiedy wychodzimy i widzę tłum ludzi. Jest środek nocy, a tu tyle luuudzi ... o.O
- Bill co jest ? - chce jak najszybciej to wiedzieć. Mimo nocy miasto jest bardzo dobrze oświetlone , w tym miejscu można pomylić dzień z nocą.
- nie psuj niespodzianki - słyszę tylko i mężczyzna ciągnie mnie za sobą w rozświetloną połać miasta.
Wchodzimy do luksusowego hotelu ...odwykłam od takiego trybu życia ...najwidoczniej na nowo muszę się przyzwyczaić..bo z nim nie może być inaczej.. Idziemy do wielkiego apartamentu, po drodze oczywiście potykam się ile wlezie, ale on nie zwalnia
- No chodź - pogania mnie rozemocjonowanym głosem - Musisz to zobaczyć jak najszybciej - zatrzymuje się gwałtownie przy drzwiach tak że nie wpadam w niego z impetem, z uśmiechem pomaga mi się wyprostować i wkłada kartę do czytnika .
- Lia, zanim tam wejdziemy - staje za mną i zasłania mi oczy - Nie będziesz nic widziała, dopiero gdy znajdziesz się w odpowiednim miejscu.- Idę dalej przed siebie w kompletnej ciemności, do moich uszu docierają dźwięki zza okna, a do nozdrzy zapach Billa, ten unikatowy zapach, który zawsze kojarzył mi się z domem, z ciepłem, z miłością. Zatrzymujemy się i Bill zabiera dłonie z moich oczu, bez słowa się odsuwa a mnie zamurowuje z wrażenia.
Pierwsze co mi się rzuca w oczy to gigantyczne okno zajmujące dosłownie całą ścianę w wielkiej hotelowej sypialni, wszystko jest w kolorze złota i czerni, z sufitu zwisa diamentowy kandelabr a na podłodze czuje głęboką miękkość perskiego dywanu . Podchodzę bliżej do okna, spoglądam i kolejny raz dzisiejszego dnia zapiera mi dech w płucach. . Widzę ogrom kolorowych światełek, napisów i bilboardów.... A w dole tłum przemieszczających się ludzi, orientuje się, że zmieniliśmy strefę czasową i co prawda jest już późny wieczór, ale nie środek nocy jak się wcześniej myliłam.
- O MÓJ BOŻE ! - szepcze. Nie mogę uwierzyć w to co widzę, przed moimi oczami ... - TOKIO ! - wykrzykuje z niepochamowanej radości, właśnie patrzę na moje wymarzone miejsce, na wszystkie moje plakaty i rysunki, na sny z dzieciństwa, na coś pięknego.
- stolica Japonii nocą jest piękna, prawda ? - słyszę jego głos z lekką chrypką, staje za mną i mnie obejmuje. Zapomniałam jak bardzo cudowne jest życie.
- ale dlaczego akurat Tokio ? - pytam - Wiem, że zawsze chciałam tu przyjechać, ale dlaczego akurat dziś ?
- dowiesz się już jutro - mówi tajemniczo.
*
- Jesteś głodna ? - pyta gdy wychodzę z łazienki. Po dość długiej podróży musiałam się trochę odświeżyć. - Możemy coś zamówić do pokoju, mają bardzo duży wybór dań - podaje mi Menu wzięte ze stolika kawowego w kącie apartamentu. Apartament jak się okazało jest większy niż przypuszczałam, ma dwa piętra, na dole znajduję się salon z aneksem kuchennym i łazienka z wielką wanna, a na górze sypialnia z wielkim oknem i nieziemskim widokiem , mniejsza łazienka i taras.
- A czy moglibyśmy zjeść na dole ? - pytam nieśmiało i zapada krępująca chwila.
-Wiesz, że bardzo bym chciał, ale to niemożliwe, jeśli tam zejdziemy to zbiegną się fani, a potem dziennikarze i paparazzi, z naszego wyjazdu nie zostanie nic - no tak, on może i zapomniał o karierze na dwa lata, ale kariera nie zapomniała o nim.
- No dobrze - zgadzam się - Zostańmy tu
- Nie - mówi szybko - Czy musimy jeść koniecznie na dole w restauracji ?
- Nie, przecież powiedziałam, że możemy zostać tu - uśmiecham się .
- Nie to mam na myśli, czy nie chciałabyś wyjść i zjeść na mieście ? No wiesz, jak wmieszamy się w tłum ludzi w Centrum to nawet nas nie zauważą.
- Jasne - odpowiadam i mam zamiar wyjść, ale Bill mnie powstrzymuje.
- Zaczekaj, teraz może być chłodno, powinnaś wziąć kurtkę.
- Ale ja nie mam kurtki - uświadamiam sobie, że mam tylko nie za dużą torbę ze szpitala, a nawet tego nie mam bo chyba została w samochodzie w Berlinie.
- Spokojnie - mówi i otwiera szafę, w której stoją walizki, wyciąga wielką i niebieską - Ta jest twoja, poprosiłem Alice, żeby cię spakowała - przerywa mu dzwoniący telefon, zerka na wyświetlacz - Przepraszam, to z wytwórni, muszę odebrać. Dołącz do mnie, poczekam przed wejściem - całuje mnie w czoło i wychodzi mówiąc - Nie każ mi długo czekać.
Otwieram walizkę w poszukiwaniu kurtki, znajduję kilka moich ulubionych rzeczy na wierzchu a grzebiąc w poszukiwaniu kurtki okazuje się że prawie połowa mojej walizki to koronkowa mało zakrywająca bielizna, rumienie się , dobrze że Billa nie ma. - Nienawidzę cię siostro - mówię gdy znajduję liścik z napisem " Daj mu to co stracił na dwa lata. Tom" Uśmiecham się na myśl o moim szwagrze. Biorę szybko flauszowy płaszczyk , wygodne trampki i schodzę na dół.
Bill czeka na mnie pod sztuczną palmą, gdy do niego podchodzę właśnie kończy rozmowę.
- To co kochanie, gotowa na zwiedzanie wymarzonego miasta z wymarzonym chłopakiem u boku ? - wyciąga do mnie dłoń. Waham się tylko chwilę dla większej dramaturgii.
-Oczywiście - śmieje się podając mu dłoń.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz