Great Day

Great Day

środa, 17 grudnia 2014

13. Jeżeli cokolwiek warto na świecie czynić, to tylko jedno - miłować.

O to jest miłość 
Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem, 
a okazuje się że czekali na siebie całe życie... 



Tata wprowadza mnie do świątyni ... Widzę świece... wszędzie świece i okrągły znak jedności - Yin i Yang. Dużo czerwieni i miejscami złoty. Czuje jak coś dziwnie łączy mnie z tym miejscem. Idę po dywanie prosto do czekającego na mnie Billa... podjęłam już  decyzje, ale gdy patrzę w jego przepełnione miłością oczy .. wiem że popełniłam błąd... To te oczy, to te oczy widziałam we śnie, to nie były jakieś tam zwykłe oczy, to były oczy Billa. Przypominam sobie tą pustkę i okropne zimno kiedy one zniknęły - wybrałam rozumem tak jak robi to większość racjonalnie myślących ludzi, ale już wiem, że nie jestem racjonalistką - Przewagę zdobyło serce, to głupie serce, które jest zaślepione miłością do Billa, wiem jak czułam się wtedy kiedy odszedł, wiem co się wtedy stało i wiem, że kolejnej rozłąki nie wytrzymam. Stawiam na wybór serca i niech się dzieje co chce.

 Nie kocham Mika, nigdy nie pokocham. Bo rozważałam jego osobę tylko z powodu jego racjonalności, mój rozum chciałby bym dała sobie czas, ale serce karze mi po prostu kochać Billa, beż żadnych wyrzeczeń, nie wiem jak wczoraj mogłam choćby małym skrawkiem rozumku pomyśleć, że Bill mnie nie kocha, udowodnił mi to wiele razy, wtedy i wiele razy teraz. Tym samym wybór staje się jasny.
 Uśmiecham się do ukochanego. Wyciąga do mnie dłoń i zrównujemy się na przeciwko pastora ... i wielkiego ołtarza z symbolem jedności ...

Wir sind Eins
Wie Yin und Yang 


- jeszcze możesz się wycofać, to ostatnia chwila - szepcze w moim kierunku stojąca niedaleko mnie siostra. 
Bill patrzy na mnie z przerażeniem wypisanym na jego ślicznych oczach, tych samych oczach które mi się śniły. Myliłam się myśląc że kiedykolwiek pokocham Mike. Oczy jednoznacznie powiedziały mi kogo mam wybrać. 
Rozpoczęła się ceremonia, byłam mocno zestresowana i przerażona , ale przede wszystkim szczęśliwa 
Bill uściskiem dłoni dodawał mi otuchy.
Doszło do momentu gdzie moja kolej na mówienie. Jeden wdech...drugi ...Bill patrzył na mnie z tak wielką miłością, że nie mogłam powiedzieć inaczej. 
- Tak - wyraźnie odetchną z ulgą i się ucieszył.
- Tak - odpowiedział , założyliśmy na palce obrączki ... i już byliśmy małżeństwem ...
No nie jeszcze mały szczególik ...pocałowaliśmy się żeby przypieczętować wieczną miłość ...


- Jesteś pewna że dobrze wybrałaś - pyta mnie gdy tylko po składaniu życzeń i całowaniu przez mnóstwo ludzi znajdujemy chwilkę dla siebie.
- tak, jestem pewna ..już zawsze chce być tylko twoja. Kocham Cię - całuje go
- ja też cię kocham ..i chyba właśnie dlatego tu jesteśmy - uśmiecha się - miesiąc miodowy ...- puszcza do mnie oczko. 
- nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać, a dokąd jedziemy ..? - pytam 
- hmmm ... Lazurowe Wybrzeże. 

Otwieram szeroko usta ... 
- coooo ?
- kocham kiedy masz zdziwioną minę, ale zamknij usta bo ci mucha wleci - ucałował mój nosek - pamiętasz, przed wyjazdem do Afganistanu obiecałem że ci zaśpiewam. Mam coś dla ciebie ... - wchodzi na małą scenę ( nie mam pojęcia jak ona się tam znalazła, dałabym głowę że wcześniej jej tam nie było :) i zaczyna śpiewać a moje oczy wilgotnieją. 

Zawsze będziesz dla mnie święta 
Umrę za naszą nieśmiertelność
Moja ręka od początku nad Tobą
Wierzę w Ciebie 
Zawsze będziesz dla mnie święta 

Tokio Hotel '' Heilig "


Po policzkach płyną mi łzy. Wszystko wokół się zmienia.... widzę wszystko jaśniej (jak po halucynkach xD ) Potem Bill podchodzi do mnie i delikatnie ściera mi łzy, a potem całuje i jeszcze całuje i całuje... a nad nami otwiera się zapadnia w suficie i spada milion małych złotych gwiazd. 
- Nie lubię gdy pani płaczę, pani Kaulitz - mruczy uwodzicielskim tonem 
- Dlaczego tak oficjalnie ? 
- Może dlatego że ładnie ci z moim nazwiskiem 
- Lia  za moimi plecami słyszę głos. Poznaje ..to ...
-Mike !!!! - rzucam się mu na szyje, mimo wszystko tak bardzo cieszę się, że przyszedł. 
- co to za wesele bez honorowego gościa - uśmiecha się 
- zostawię was ... - Bill znika - ale nie na długo ! - słyszę jego głos z oddali, poszedł porozmawiać z Simone. 
- przegrany zwycięża rundę - mówi Mike patrząc na odchodzącego Billa
- Mike ...to nie gra... on nie wygrał - albo może i wygrał, walkę między sercem a rozumem. 
- powiedz mi ... przez chwile ..chciałaś wybrać mnie prawda ?
- tak - prawda mu się należy - chciałam, ale ty nie jesteś nim i nigdy mi go nie zastąpisz. 
- co on ma takiego ?
- Mike jesteś bardzo fajnym.... pociągającym mężczyzną i wiele kobiet może się w tobie zakochać...
- a ty ? - patrzył na mnie. 
- a ja .... może gdyby nie Bill, wiem, że dużo tracę , ale ...
- gdyby wtedy naprawdę umarł - syczy 
- Mike ..nie mów tak ! - robi się przykro , gdyby umarł i ja bym umarła. 
- Wybrałabyś mnie - łapie mnie za ramiona i gwałtownie potrząsa. 
- Mike, puść mnie ... to boli - mówię cicho. - Opanuj się
- była byś moja .... - warczy, a ja właśnie uświadomiłam sobie, że serce miało racje, nie mogłabym być z kimś tak zawistnym i złym. 
- Mike sprawiasz mi ból ... - irytuje się. 
- Puść ją  ! - z tłumu wynurza się Bill i wyciąga mnie z uścisku Mika. Tonę w jego objęciach przerażona i cicho szlocham ...
- cichutko kochanie - tuli mnie do siebie.
- czemu nie możesz po prostu zrozumieć że ona kocha mnie ? - Bill kieruje pytanie do Mika 
- Nie wiem - odpowiada - Przepraszam Lia - przez chwilę chce powiedzieć coś jeszcze, ale nie mam ochoty zaszczycić go ani jednym spojrzeniem więc Mike odchodzi. 
- zatańczysz kochanie ? - Bill szarmancko łapie mnie za dłoń. 
- tak - mówię smutno
- zapomnij o nim chociaż teraz. Niech ta chwila będzie magiczna ...



Niech umrze jutro ...







2 komentarze: