Great Day

Great Day

sobota, 4 kwietnia 2015

40. Liebe kann ewig sein

Oworzyłam oczy... Bill siedział skulony na podłodze... Płakał. Nie zastanawiając się długo podeszłam i mocno go przytuliłam. Cały się trząsł.
- przepraszam Cie - szeonąl cicho - krzywdze ciebie i Oliviera - płakał tuląc się do mnie.
- Bill proszę nie płacz- było mi go bardzo żal - damy sobie radę, pomogę ci jakoś.
- jak ! - krzyknąl - jak chcesz pomóc ćpunowi !!!???
- dlaczego tatuś tak strasznie krzyczy - przyszedł zapłakany Oli
- Bo tata ma problem !! - nakrzyczał na dziecko, które aż się skuliło - Boże.. Oli ... przepraszam - schował twarz w dłonie... Chłopiec był przerażony, mimo to podszedł do ojca i go przytulił...
- nie płacz tato .. - objeliśmy się wszyscy ... 
Spojrzałam w oczy Billa... jego źrenice były normalnej wielkości... ręce mu się trzęsły, był na głodzie ... zauważył mój wzrok.
- Nie brałem, przysięgam 
- wiem Billciu - pogłaskałam go po buzi - zrobie śniadanie- wstałam - posiedź chwile z Olivierem, tylko proszę nie krzycz już.
- ok, przepraszam cie synku.

Miałam złe przeczucia. Nie powinnam tego robić, ale wzięłam jego kurtkę i zaczęłam szperać po kieszeniach. Nic nie znalazłam. Wyszłam cicho przed dom do jego auta i znalazłam strzykawkę, zniszczyłam ją. Potem podpaliłam woreczek z białym proszkiem, spłonął szybko, więc miałam pewność co tam było i wróciłam do kuchni. Zrobiłam kanapki i udałam się do salonu. Chłopcy grali na ps.

- smacznego - usiadłam z nimi. 
Zjedliśmy wspólnie posiłek.
-ok, ja skocze do sklepu - oczy mu płoneły, wręcz wybiegł do auta, ale nie znalazł tam tego czego szukał i sie wściekł. 
Wpadł do domu.
- czy zdajesz sobie sprawę z tego co ty kurwa zrobiłaś ??!! - zaczął mnie szarpać za ramiona - po chuj to ruszałaś. Gdzie to jest ?
- nie ma - wyjąkałam - Bill co ty robisz ? Błagam przestań. Co z Olim, nie zapominaj że jestem w ciąży. Sam chciałeś tego dziecka. !
- ale teraz go nie chce ! Usuniesz je ! Rozumiesz !!? - wyszedł trzaskając drzwiami, aż szklanka stojąca na blacie się zbiła.. xDD Ups
- mamusiu co sie dzieje ? - spytał wystraszony chłopiec
- nic skarbie, idziemy na ciacho ? - chciałam odwrócić jego uwagę, z naszej rodziny powoli robi się patologia.
- tak - ucieszył się. 
Wsiedliśmy do białego audi Q5 Billa i pojechaliśmy na miasto. Cała drogę się o niego martwiłam. Weszliśmy do cukierni i zamówiliśmy ciacho. Prawde mowiąc sama miałam wielką ochotę na W-Z ... no cóż, to przecież nie moje zachcianki. Zajęliśmy miejsce przy oknie, a ja odruchowo przez nie wyjrzałam i... po drugiej stronie ulicy w barze zobaczyłam Billa, pijącego bodajże szkocką. Tępo wpatrywał się w płyn.
- synku, jedz sobie tutaj, mama za chwile wróci.
- dobrze - odparł miło, jak miło że chociaż on jest grzeczny.
Poprosiłam ekspedientkę żeby przez 5 minut miała na niego oko i ruszyłam w kierunku baru.

 Zauważył mnie gdy weszłam i spuścił głowę. Uraziłam jego ego. Podeszłam do niego.
- przepraszam cię.. - powiedział cicho - nie wiem co się ostatnio ze mną dzieję
- ja tym bardziej nie wiem - powiedziałam szczerze - choć z nami do tamtej kawiarni - pociągnełam go za ręke. 
- nie - wyrwał mi ją - zostaje tutaj, wolałbym jednak gdybyś została w tym Berlinie... - powiedział, a ja poczułam jak ktoś łamie moje i tak skatowane już serce na jeszcze więcej drobnych kawałków. Odwróciłam się na pięcie powstrzymując łzy i wyszłam. 
Nie poszedł za mną...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz