Great Day

Great Day

poniedziałek, 6 lipca 2015

46. Czy to już koniec nas ?




Wenn dieser Tag der letzte ist 
Bitte sag es mir noch nicht
Wenn das ende fur uns ist
sagst nicht 
noch nicht ....






-  A kogo ty się spodziewałaś ? - usłyszałam jego melodyjny głos, od razu przypomniały mi się wszystkie spędzone z nim radosne chwilę.

* Kilka lat wcześniej *

- Mike, Mike !!! - biegłam przez korytarz do przyjaciela, tak dawno się nie widzieliśmy
- Lia - zamruczał mi we włosy, przytulając mnie mocno do siebie - tęskniłem, to był najdłuższy weekend w moim życiu.
- co dzisiaj robimy ?? - spytałam, choć tak naprawde było mi to obojętne, ważne że tu był i nie musiałam siedzieć sama.
- A na co masz ochotę, może ... Bitwa na poduszki !!!!
Wbiegł jak głupi do mojego pokoju, złapał pierwszą lepszą z brzegu poduchę i cisnął ją przez korytarz, dziwnym trafem poduszka poleciała we mnie....
- o nieeed... tak nię będzie ... rzuciłam się na niego z poduchą, aż posypały się piórka.

* teraz *
- Mike - rzucam mu się na szyje wybuchając płaczem. To on mój Mike ! - ale jak ? Byłam przecież na pogrzebie, umarłeś
Westchnął..
- Mój brat nie żyje .... - powiedział cicho - ukrywałem się przez jakiś czas, a potem wróciłem tutaj... to on  miał zginąć, nie ja, nagrabił sobie.
- więc czemu ?
- bo chciałem zniknąć - powiedział bez owijania w bawełne i poczułam ukłucie w sercu. Mimo wszystko zawsze był dla mnie ważny.
- czemu ?? - kłębiło się we mnie tyle pytań
- bo tak było nam łatwiej
- łatwiej ?
- chciałem żebyś pomyślała że nie żyje, żebyś nie czuła się mi coś wina. Zaczełaś nowe życie, a ja uczyłem się na nowo żyć bez ciebie.
- okłamywałeś mnie przez cały czas !! - wściekłam się
- a widziałaś inne wyjście ? - uderzył pięścioł w ścianę - musiałem odejść, zrozum.
Zrozumiałam, kochał mnie, a ja nie potrafiłam oddać jego uczucia, nie umiałam go pokochać i tym ciągle gi raniłam. Każdy na jego miejscu starałby się uniknąc źródła bólu.
- Przepraszam za kłopoty - powiedziałam cicho - Musiałam odwiedzić to miejsce ... i Meg .
- Umówisz się ze mną ? - spytał nagle kończąc temat
- ale ja mam męża zaprzeczyłam, Bill by tego nie pochwalił.
- i jak widze dziecko w drodze - spojrzał na mój wystający brzuch - ale nie o to chodzi, chciałem porozmawiać, tylko obiecuje... jak starzy znajomi
- aaa ok w takim razie chodźmy - powiedziałam i po chwili dodałam - to już drugie dziecko - wybałuszył gały o.o



- Co u ciebie ? - spytał gdy usiedliśmy w kawiarni
- jakoś leci, Bill w pracy, sis zajeła się moim synkiem i jestemn tu, a ty ?
- mam dziewczynę, ale to nie taka dziewczyna jaką chciałbym mieć - wyznał - nie kocham jej tak jak powinienem i tak jak ona na to zasługuje
- a ona ciebie tak ? - dociekałam
- tak - po raz kolejny dzisiejszego dnia uznał temat za zakończony - chyba ktoś cie szuka
Odwróciłam się...
- Bill... ?
- Lia... martwiłem się o... Mikę ? - zawiesił się na chwile
- o mnie ? - uśmiecjhnął się Mike -cześć Bill
Reakcja Billa... Wściekłym wzrokiem patrzył nie na Mika... tylko na mnie.
- to dlatego tak ci się śpieszyło - wysyczał wściekle i ... łzy .. płakał- ukrywaliście to przede mną ... on żyje i ma się świetnie - ryczał jak bóbr
- Bill, to nie tak - zerwałam się
- nie ważne ... nie kochasz mnie ? - to pytanie zawisło w powietrzu, zapłakany wybiegł z kawiarni w kierunku pobliskiego parku.
Wiedziałam jak się poczuł, to co widział wyglądało jednoznacznie, poczuł się oszukany i pomyślał że go zdradzam, musiałam mu to wszystko szybko wytłumaczyć.
Chciałam biec za nim, ale o dziwo Mike mnie powstrzymał
- zostań, tak krótko rozmawialiśmy
- nie mogę, przepraszam - wyrwałam mu się i pobiegłam w kierunklu, który prawdopodobnie obrał Bill.


Siedział na ławce pod wielkim klonem, całe szczęście nie uciekł daleko i płakał. Było mi straszliwie przykro, jego ból jest moim cholernym bólem... może i miałam lekkie ( no dobra ogromne ) wyrzuty sumienia, ale do cholery przecież nic nic nie zaszło, spotkałam Mika zupełnie przypadkiem. Bynajmniej tak sobie to tłumaczyłam.

Lia, ty nie wierzysz w przypadki ... 

- Bill - usiadłam obok i mocno go przytuliłam - wtulił się ufnie jak mały chłopiec.
- dlaczego mnie okłamałaś ? - wyjąkał - on żył
- tak, ale ja tak samo jak ty myślałam że odszedł na zawsze.
- to dlatego tu przyjechałaś ? - on nadal swoje
- nie, przyjechałam do Meg, przysięgam, proszę nie płacz już. Jeżeli chcesz możemy jechać już do domu - w tamtej chwili, gdy patrzyłam w jego załzawione czekoladowe teńczówki, w których zawsze znajdywałam spokój i energie do dalszego życia byłam gotowa zrobić dla niego wszystko - to tylko kolega, przysięgam - nie miałam już pojęcia jak dalej mu tłumaczyć, bo ciąghle czepiał się kurczowo tego co widział.
- zawsze był dla ciebie ważny. Od początku !!
- ale kocham tylko ciebie - zapewniłam - cieszyłam się na jego widok - posmutniałam, bo naprawde tak było, dlaczego Bill tak wszystko wziął do siebie ? - kiedyś bardzio mi pomagał - i czułam się mu cos winna, ale tego już nie powiedziała, wolałam nie wspominać.
- wiem, bardzo cię przepraszam - otarł łzy - poprostu...
- zazdrość ? - spytałam zadziornie
- no może troszkę - objąl mnie i pocałował - jak się czuje mój dzisdziuś ? - pogłaskał mnie po brzuchu
- jest mu zimno, choćmy do hotelu.
- dobrze - zdjąl bluzę i zarzucił mi ją na ramiona.
Właśnie wchodziliśmy na przejście dla pieszych, gdy usłyszałam krzyk Billa... ból i pyk ciemnośc, jakby ktoś nagle zgasił swiatło, ale ten ból.. był nie do opisania..co się stało ? ... chwila .. jego głos. Nadal słyszę jego głos....
- tak strasznie mi przykro, Jezu - słysze inny głos, pełen przerażenia - nie mogłem, jechałem za szybko, przepraszam
Czyżbym wpadła pod samochód ... o Matko ... przeraziłam się gdy dotarło do mnie że to nie film, ani żaden koszmar z którego można się zbudzić...właśnie patrze śmierci prosto w twarz.
- Lia ... słyszysz mnie - głos Billa mnie uspokajał... bicie jego serca... jego głośny oddech.
Zobaczyłam jego twarz ... Nie prawdziwą ... to była marzenia ?
Piotem Olivier... Alice... Tom...i koniec...

* U Billa *
Z wielkim przerażniem patrzył jak funkcjonariusze pogotowia zabierają gdzieś Lie... powoli tracił świadomość... widział przebłyski tego co się działo... uśmiech na jej twarzy .. ich pocałunek ... potem auto ... i ... ona nie może odejść... on sobie nie poradzi ... przecież... musi coś zrobić...tyle że już nie ma co...
czy to już koniec ?

- Nieeeeeeee - krzyknął w ciemność nocy ....i pobiegł ..w nieznanym sobie kierunku...


Nagle zdajesz sobie sprawę, że to już koniec.
Nie ma drogi powrotnej, jest ci żal
Próbujesz sobie przypomnieć kiedy wszystko się zaczeło, a zaczeło się wcześniej niż ci się wydaje
O wiele wcześniej ...
Wtedy zaczynasz rozumieć, że nic nie dzieje się dwa razy.
Już nigdy nie poczujesz się tak samo.
Nigdy nie wzniesiesz się 3 m nad niebo 

~ 3m nad niebem ~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz