Great Day

Great Day

niedziela, 19 października 2014

2. Nowa terapia

Od tamtego momentu minęło parę dni. Cały czas byłam pod nadzorem lekarzy. Widać było po nich że głowią się nad tym dlaczego tak zareagowałam na NIEGO. W moim umyśle ON nie ma imienia, tak uciekam przed bólem. Tak staram się trzymać świata żywych. 

-Lia- podchodzi do mnie Mike - pielęgniarz, dzisiaj ma dyżur. Uwielbiam go, tylko on wydaje się mnie rozumieć. Pomijając ten fakt to Mike jest moim rówieśnikiem, też ma 17 lat, tak jak ja. Biegnę przez pokój i rzucam mu się na szyje. Śmieje się i mocno mnie tuli, zżyliśmy się przez ostatnie 2 lata, był jedyną osobą tutaj z którą widywałam się codziennie. Czasem przychodził tylko na 5 minut spytać jak się czuję i przynieść mi cukierki, czasem spędzaliśmy ze sobą kilkanaście minut, a czasem nawet długie godziny. Zdecydowanie był mi przyjazny i był mi przyjacielem w tych trudnych chwilach pobytu tutaj. 
- chciałabym żebyś przychodził częściej - mówię przez śmiech. Przy nim zawsze jest tak wesoło, przy nim zawsze zapominam o rzeczywistości, zapominam o przeszłości, zapominam o moim połamanym sercu ... i zapominam o NIM - ale tylko na chwilę, gdy Mike wychodzi wszystko wraca, a z ciemności znów wyłaniają się TE OCZY, te najpiękniejsze, najbardziej ukochane OCZY. JEGO oczy.
-Lia, to da się zrobić,, ale o tym potem - spojrzał mi w oczy -  przyszedłem tutaj bo mamy pomysł na nową terapie- zapada cisza...po chwili ją przerywam smutnym głosem.
-Mike, ja już się z tym pogodziłam, pogodziłam się z tym że nie wyzdrowieje.- mówię cicho. Wiem, że spędzę tu jeszcze długi czas. 
-Co ty opowiadasz? - odsuwa mnie na długość ramion. - Wyzdrowiejesz.- mówi tonem niewnoszącym sprzeciwu-  Zobaczysz - całuje mnie w czoło - Teraz do rzeczy. Terapia polega na tym że rozmawiasz z bliskimi przez telefon- puszcza do mnie oko - bo widzenie nie za bardzo ci poszło- jego oczy tak pięknie błyszczą jakby się do mnie śmiały.
-I to się uda ? - wciąż mam wątpliwości. 
-Uda się zobaczysz - uśmiecha się promiennie, podoba mi się ten jego optymizm... Nie raz udało mu się mnie nim zarazić, tym razem też się udaje - Chodź, pierwsza próba. Porozmawiasz z mamą- ciągnie mnie na korytarz.

                                                                                
Dzisiaj pierwszy raz może porozmawiać z córką. To wszystko jest takie nierealne, tak długo jej nie widziała, a wczoraj nie zdążyła nawet powiedzieć jej głupiego "Witaj" albo "Cześć " 
Ostatniego widzenia nie ma sensu brać pod uwagę.
Rozmawiała z Billem i wie że on żałuje, że jest chory z żalu, ale Amalia  tego nie wie, nie wie że on cierpiał tak samo jak ona gdy dowiedział się co takiego się stało, nie wie że też miał ochotę nieraz skończyć z życiem... i nie wie o najważniejszym...on nigdy nie przestał i nie przestanie jej kochać. Była matką, potrafiła dojrzeć takie rzeczy.
 Może  dzisiaj do niej zadzwonić, ale lekarze zabronili o nim mówić. To się może źle skończyć i ona nie wyzdrowieje :(. Tak bardzo chciałaby, żeby jej ukochana córeczka wróciła...
Adelaide siada na łóżku z telefonem, bierze głęboki wdech i wystukuje numer...

                                                                        *
-Lia - Mike bierze mnie za rękę - Już czas. - biorę do ręki komórkę, dwa wdechy. Mike odsuwa się by dać mi trochę prywatności i wykona zachęcający gest ręką. 
Podnoszę słuchawkę...
-Mamo - szepcze ...
-Kochanie - słyszę, że płacze, ale po chwili bardzo szybko się uspokaja  - Co u ciebie ? - pyta.
-Wszystko w porządku - kłamie, kurcze ... naprawdę pytasz mnie o takie rzeczy ?! Dobrze, że nie spytałaś po ile ziemniaki, 
-Chciałabym żebyś już wróciła... - mama ewidentnie nie wie jak ma ze mną rozmawiać. 
-Mamo..- przerywam jej
-Tak ?
-Mamo...- powtarzam próbując dodać sobie sił.
-..?
-On obok ciebie jest prawda ?- wyduszam z siebie szeptem. Po drugiej stronie zapada cisza..
-Chciałabyś porozmawiać z tatą ? - pyta gwałtownie a ja już znam odpowiedź

                                                                                *
- mamo chce z nią porozmawiać - słyszę w słuchawce stłumiony  głos Alice. To moja siostra bliźniaczka. Patrząc na moje odbicie w lustrze mogę wyobrazić sobie jej twarz. Uśmiecham się do lustra myśląc, że ona też się teraz uśmiecha. 
Zgadzam się
-Lia - słyszę jej roztrzepany głos
-Ali... - w jej głosie słyszę też nutkę podniecenia. - Ali, uśmiechasz się teraz ? - pytam patrząc w lustro.
- Tak Lia, uśmiecham się do ciebie , szkoda że tego nie widzisz - mój uśmiech się pogłębia, oh Alice oczywiście że widzę, ale usłyszałam też nutkę czegoś innego w jej głosie. Wiem że zawsze jest tak gdy siostra  bardzo chce mi coś powiedzieć albo się czymś pochwalić- Co jest, opowiedz mi  ?
-Nic - mówi szybko, za szybko -  ..naprawdę  - siostra próbuje doprowadzić się do porządku, wiem że jej trudno...zawsze wszystko sobie mówiłyśmy...zanim nas brutalnie rozdzielono. Poprawka zanim sama spowodowałam tę rozłąkę. 
-Alice ! - wiem że kłamie i uśmiecham się.
-Tom wreszcie zaprosił mnie na randkę ...- wygadała się, a potem ugryzła w język co było wręcz słyszalne, tak dobrze ją znałam. Zapadła cisza, moja siostra nie wiedziała co powiedzieć. 
-To świetnie - odzywam się i przerywam cisze - pozdrów ...Billa... - wyduszam z siebie  po czym biorę wdech, tylko spokojnie Lia.
Słyszę jak Ali oddycha z ulgą, a potem szamotaninę i głośny protest naszej matki, ale Alice jej nie słucha i wypala :
-Chcesz z nim porozmawiać ? - jej optymizm aż bije po uszach. 
W mojej głowie pojawiają się 1000 myśl ..ale czy jest w nich chęć ? Do tej pory miałam tylko jego oczy w ciemności, czy teraz pojawi się również dźwięk ? 
-Nie wiem - szepcze zerkając na Mika. Mike udaję że interesuję go łuszcząca się farba na ścianie i nie stara się ingerować w moją rozmowę. 
-To może innym razem - odpowiada siostra i zmienia temat - a wiesz że...
-Chce - przerywam jej.  

                                                                                    *
Stoi w pokoju przerażony, jego dziewczyna o ile może ją tak nazwać chce z nim porozmawiać , a on najzupełniej nie wie co ma powiedzieć. "Hej Lia, jak leci ?" , "Hej mała, dobrze ci tam ?" Wszystko wydaje się nieodpowiednie. 
-Tylko nie wyskakuj z tekstem że ją kochasz- radzi Tom - to może zepsuć ..wszystko.
Kiwa głową na podpowiedź brata i przełyka ślinę...
Bierze słuchawkę

-Lia ..- urywa ...cisza
-Cz...cześć - słyszy wypowiedziane łamiącym się głosem słowa, a te słowa dodają mu pewności
-Miło usłyszeć twój głos - mówi i błaga siebie by nie wyskoczyć z jakimś głupim tekstem...wie że musi być delikatny.
-1...2...3 - słyszy jak dziewczyna coś szeptem liczy i domyśla się że to część terapii - Lubisz czarny ? - nagle pyta dziewczyna ..ale kontynuuje nie dając mu odpowiedzieć.. - To taki ładny kolor ..kolor śmierci - połączenie zostaje przerwane.
Mężczyzna upada na kolana i chowa twarz w dłonie , wybucha płaczem. To nie możliwe, czyżby stracił słodką Lię już na zawsze ? 
-Bill - Tom kuca obok - Co takiego powiedziała ?
-Już nigdy nie będę mógł z nią porozmawiać tak naprawdę... !! - krzyczy bezsilny. 
-Bill, ona się przemogła to i tak wiele... - Tom tłumaczy przerażonemu, jak dziecko przed wyrywaniem zęba, bratu. - Następnym razem będzie lepiej, ona się leczy Bill. 

    Jeszcze wiele razy Amalia kontaktowała się z rodziną, ale już nigdy nie poprosiła go do słuchawki. Nie miał po co siedzieć w Niemczech. Postanowił wrócić do USA , do wojska bo będąc tu przy całej rodzinie ukochanej i przy niej miał świadomość że sam zaraz zwariuje, musiał znaleźć się kilka setek kilometrów stąd żeby jego funkcje życiowe powróciły, a potem... A potem albo zabije się sam, albo zgłosi się na ochotnika do misji w Iraku, tam na pewno zginie.
Popukał się w głowę " No tak idioto, ty uciekniesz od problemu, a co z Lią, nie miał pojęcia jak mogłaby na to zareagować... Chcąc nie chcąc musiał żyć i stawiać czoło problemom . Sam sobie zgotował taki los i nie było już odwrotu....Nie chciał, na nowo uczyć się żyć, miał nadzieję, że kiedyś do siebie wrócą... że kiedyś naprawią to co było, a ich wspólny ból zostanie daleko we wspomnieniach, i że kiedyś będą się z tego śmiać...
Miał nadzieje... a z nieba zaczął padać deszcz. 



" Nie wiem, kiedy będziesz gotowa, żeby ze mną być.
Może za miesiąc , a może za rok.
Niezależnie od tego kiedy to nastąpi
chcę, żebyś wiedziała, że jestem całkowicie pewien, że nam się uda.
Po prostu to wiem.
Jeśli komuś na tym świecie ma się udać znaleźć miłość,
to właśnie nam. " 

~ Colleen Hoover - Maybe someday ~







,







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz