Great Day

Great Day

sobota, 25 października 2014

3. Serce - najważniejszy organ władzy...

-Cześć mamo - mówię już pewniejszym głosem ...teraz dzwonie do niej codziennie ... Codziennie rozmawiamy o najbardziej błachych sprawach i dupereleach. 
-Hej kochanie ..stało się coś przed chwilą rozmawiałyśmy...-  Słyszę zatroskanie w jej głosie. 30 minut temu skończyłyśmy rozmowę, ale poczułam wewnętrzną potrzebę żeby zadzwonić jeszcze raz. 
-Nie, tylko....- mam nową ochotę, nowy pomysł, chyba po prostu już dojrzałam do tej decyzji ...- Mamo...chciałabym porozmawiać z Billem- i usłyszeć jeszcze raz ten głos...jego słowa..... jego ....rozmarzyłam się, w słuchawce zapadła cisza...- Bo on tam jest prawda ? - zaczynam się niepokoić.
-Kochanie...- mama bardzo ostrożnie dobiera słowa, a ja wiem że coś jest nie tak - Bill jest już w USA, wyjechał jakiś czas temu ...- teraz po mojej stronie zapadła cisza- Kończę pa... - rozłączyłam się szybko ... i rzuciłam komórką.
Tak bardzo miałam nadzieję z nim porozmawiać. Z mojej bezsilności usiadłam na zimnej podłodze i się rozpłakałam. Cholernie bardzo chciałam usłyszeć jego głos, teraz kiedy go widziałam...kiedy dali mi posmakować tego ,że on jest, chciałam by był, skuliłam się na zimnej posadzce i moje ciało zaczęło niekontrolowanie drżeć.... Dlaczego znów mnie zostawił, dlaczego wyjechał ? 
Tak właśnie znalazł mnie Mike. Od tamtego niedoszłego widzenia przychodzi kilka razy dziennie. Toteż 10 minut później stoję z telefonem w ręku i patrzę na małą karteczkę z numerem. Mike zawsze jest niezawodny, kiedy zobaczył mnie skuloną na podłodze wyszedł i wrócił z nowym numerem telefonu Billa.
2 sygnały... 2 wdechy...
-Nie mogę teraz rozmawiać - słyszę słowa wypowiedziane na jednym wdechu, a ciepło rozlewa się po całym moim ciele...tak miło jest usłyszeć dobrze znany mi głos. Zamykam oczy i na chwilę się rozmarzam, a potem już silniejsza je otwieram. 
-Bill.... - wyduszam cicho z siebie. 
Słyszę jak mężczyzna zachłystuje się powietrzem.
-Przeszkadzam ? - pytam cicho, niepewnie.
-Jasne że nie ...- spokojny i opanowany - co tam?
-Chciałam tylko usłyszeć twój głos... - mówię

                                                                                
Prawie że skacze ze szczęścia- Coś się stało ? - pyta i zamiera ..popełnił taką gafę...jasne że coś się stało... zostawiłeś ją baranie! Ma ochotę uderzyć głową w ścianę. 
-Nie... - odpowiada
-Lia... ja
-Dlaczego cię tu nie ma ? - pyta cicho i powoli dziewczyna. 
Uświadamia sobie że jest smutna ... i płacze ? No tak, Lia tego wszystkiego nie rozumie, w szpitalu wszystko jest czarne albo białe, złe albo dobre. Jak ma jej wytłumaczyć, że nie dał rady bezsilnie słuchać jak jej rodzina rozmawia z nią przez telefon, a on jest tym najgorszym. Jak ma jej wytłumaczyć, że wyrzuty sumienia gryzące go codziennie powodują że traci zmysły. 
-A chcesz żebym był ? 
Zapada cisza....
-Bill...jutro mam widzenie... Mike mówił że wszystko już jest ok, że mi pozwolą zobaczyć bliskich ...chciałabym - zacina się i milknie, ale on potrafi dopowiedzieć sobie resztę. 
-Chcesz żebym tam był ? - pyta ją ponownie z większym naciskiem.  
-Bardzo chce. - dziewczyna mówi coraz ciszej ....
-W takim razie muszę kończyć, żeby móc zdążyć na czas,  zobaczymy się jutro - mówi wesoło żeby podnieść dziewczynę na duchu.
-Pa.... - słyszy weselszy głos dziewczyny. 
Przerwano..
Cała krew odpłynęła mu z twarzy. Bał się jej powiedzieć, że raczej go nie puszczą ot tak sobie... Co robić , co robić ?! Kaulitz myśl ! Powiedział jej, że przyjedzie, jak zareagowałaby gdyby jutro go nie było. To na pewno przekreśliło by ich wspólne życie na zawsze. Po chwili staje przed ciemnymi dębowymi drzwiami, się pokajać :
-pułkowniku ...?
-Tak Kaulitz .. ? - gruby wąsaty człowiek odkłada gazetę. Bill już wie, że go nie puści. Wszystko na marne, wszystko się wali. 
-Chciałbym wyjechać.. teraz. - mówi bez owijania w bawełnę, jakby miało mu to coś dać. 
-Absolutnie ! - okrągła twarz pułkownika robi się najpierw czerwona a potem zielona. 
-jutro muszę być w Berlinie! - powtarza głośniej i dobitniej. Nikt nie ma prawa przeszkodzić mu w wyjeździe... Amalia sama do niego zadzwoniła...zadzwoniła by mu powiedzieć, że chciałaby się z nim zobaczyć... W tym momencie nie ma nic ważniejszego od Amalii.
-nie krzyczcie na mnie żołnierzu ! - Pułkownik uderza ręką w stół
-proszę....- błagał, dla niej był w stanie przeżyć najgorsze upokorzenie i błagać pułkownika nawet na  kolanach.
-Podpisywaliście papiery ..wojsko to nie przedszkole ... przestańcie się mazać ... możecie odejść - odesłał go. 
-Pieprzyć papiery - wyszedł ... ona jest najważniejsza...zawsze była...

Zaścielił łóżko i wyszedł z koszarów, wiedział że musi jak najszybciej zniknąć, bo jak tylko okryją jego nieobecność będą go szukać, a przez swój debilizm u pułkownika już wiedzą u kogo będzie. 


Serce - najważniejszy organ władzy...
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz