Już nigdy więcej nie będę smutny myśląc o tobie.
Siedzę w pokoju i próbuje się ogarnąć. Ze stresu trzęsą mi się ręce, a nogi mam jak z waty. Zaraz go zobaczę... potrzebuje go ....jak powietrza...dopiero kiedy ujrzałam go po 2 latach nie widzenia dotarło do mnie jak bardzo go potrzebuje, jak bardzo chcę wrócić do dawnego życia, jak bardzo chce wszystko naprawić.
-Gotowa ? - ni stąd ni z owąd pojawia się Mike i siada obok mnie na łóżku.
- nie chce panikować i zachować się jak ostatnio - żalę się. Bardzo chcę normalnie porozmawiać z Billem, żeby zobaczył, że się staram, że naprawdę chcę wyjść na światło dzienne i spróbować odbudować nasze wspólne życie.
- jeżeli będzie coś nie tak to zamknij oczy i policz do 10, a teraz połknij tabletkę - Podaje mi czerwoną pastylkę. - Chodź on już na ciebie czeka.
Wychodzimy z pokoju i Mike znika chcąc zapewnić nam minimum prywatności w wielkiej sali widzeń, dalej muszę iść sama.
Widzę go, stoi nonszalancko oparty o ścianę, na małym lewym palcu u ręki trzyma zawieszoną kurtkę skórzaną i przewiesza ją sobie przez ramię. Patrzy prosto na mnie. Zalewają mnie wszystkie wspomnienia, te dobre i te złe, ale przede wszystkim zalewa mnie fala miłości i chęć sprawdzenia czy to nie kolejny wytwór mojej chorej wyobraźni. Przystaje i biorę 2 wdechy, nie idzie w moją stronę, pewnie boi się mnie speszyć i chce dać mi czas . Uśmiecham się, żeby dodać nam obojgu otuchy.
-Hej - mówię szczęśliwa.
Jestem szczęśliwa bo jest obok, bo znów patrzy tylko na mnie tymi czekoladowymi oczami, w których można znaleźć spokój i ukojenie, bo tęsknił, bo ... mnie... kocha..? Tego nie wiem, po tylu latach naprawdę nie wiem... Nie mam pojęcia co z nami będzie.
- hej - wyciąga do mnie ręce jakby chciał mnie objąć, ale się rozmyśla. Ten gest mnie nie przestraszył, wręcz przeciwnie zapragnęłam przypomnieć sobie jak to było w jego ramionach, wychodzę mu na przeciw i sama się przytulam. W końcu na swoim miejscu, przez chwile mam wrażenie że wszystkie połamane elementy mojego serca wskoczyły na swoje miejsce. Zdziwił się, ale po chwili mocno mnie przytulił.
- Tęskniłam za tobą - szepnęłam przez łzy. Nie płakałam ze strachu czy z żalu, płakałam ze szczęścia które było tak ogromne, że aż się we mnie nie mieściło i musiało jakoś uciec.
- ja też - odparł, wtulona w jego klatkę piersiową nie widziałam jego twarzy, ale poczułam, że się uśmiecha - teraz będę przychodził codziennie- zapewnia - przepraszam.... - urwał cichutko
Oboje wiemy za co przeprasza i oboje wiemy, że teraz to już nic nie zmieni. Musimy od nowa zawalczyć o nas, jeszcze mocniej się do niego tule.
Wszystko było by pięknie, gdyby nie 3 wysokich, napakowanych mężczyzn w militarnych mundurach, którzy ni stąd ni z owąd pojawili się za plecami mojego chłopaka. Jeden z nich położył mu rękę na ramieniu.
- co robicie żołnierzu ? - niski przerażający głos oderwał nas od siebie.
Twarz Billa diametralnie się zmieniła. Znikną uśmiech i ustąpił miejsca smutku i zatroskaniu ...i może też złości. Spuścił wzrok.
- witam się z dziewczyną - odparł z kamienną twarzą nie okazując emocji.
- wojsko to nie przedszkole, powtarzam wam to po raz kolejny !! - krzyk mężczyzny tak mnie przestraszył że znów wtuliłam się w ramiona Billa całą drżąc, ale ten wielki facet nadal krzyczał - Stracicie stopień podporuczniku. Odmaszerować !
- za chwile - wysyczał i mocno przycisną mnie do siebie. Wtedy się wystraszyłam nie na żarty.
- puść mnie - głos mi się łamał i nic nie rozumiałam - co się dzieje ?
-Lia - mówił szybko - musisz wiedzieć, że żeby tu przyjechać musiałem złamać pewne zasady.
- poniesiesz konsekwencje ? - spytałam cicho, chociaż wiedziałam co zaraz powie ...
-tak
-zrobiłeś to dla mnie ?
- tak .... - i wtedy brutalnie mi go zabrali
Upadłam na kolana i się rozpłakałam. Dopadła mnie wielka histeria. Pamiętam tylko że Mike pojawił się znikąd, zaniósł mnie do pokoju i chyba dał jakieś lekarstwa ...
*
Widział jak dziewczyna upada na kolana i płaczę, sam miał ochotę się rozpłakać.
Wiedział że źle zrobił, ale gdyby cofnęli czas, bez pomyślunku zrobiłby to samo. Dla tych kilku chwili, kiedy mógł ją trzymać w ramionach, dla tej miłości... którą czuł gdy była obok
- Kaulitz ! Napiszemy pismo do pułkownika " zrobiliście to dla psychicznie chorej osoby " napiszemy że jest niepoczytalna i zastosujemy wam pewne ulgi.- tłumaczył inny żołnierz
- nie potrzebuje łaski - warkną
- to nie wszystko.... wyjeżdżacie na misje do Afganistanu
Bill zamarł
-Jak to ?
-Kara musi być... odmaszerować !
....
Chodził nerwowo po pomieszczeniu. Zadzwonić czy nie zadzwonić... co powiedzieć ? "Lia na pewno się ucieszysz, że wyjeżdżam " Dlaczego los ciągle stawia coś na ich drodze, dlaczego pomiędzy nimi ktoś postawił ścianę, której z żadnej strony nie da się przebić. "Znajdę sposób Lia, zrobie wszystko by zburzyć ten mur".
- Bill - w słuchawce usłyszał cichy głosik i wiedział że jej stan się diametralnie pogorszył, tak cholernie chciał być teraz z nią.
- Przepraszam za to ... - nie wiedział co powiedzieć.
- Przyjdziesz jutro ? - przerwała mu pełna nowego entuzjazmu.
Odpowiedź zastygła mu w gardle
-Nie mogę, jutro wieczorem będę w Afganistanie...- zamkną oczy ..bał się jej reakcji. Gdyby nie fakt, że za takie przewinienia jak ucieczka grozi mu sąd wojskowy to znów by do niej pojechał. Niestety już teraz był pod kreską i ledwo uniknął poważnych konsekwencji.
Dziewczyna zachłysnęła się powietrzem
-Lia... - stracił sygnał.... - Lia !
Telefon przeleciał przez pokój przecinając martwą ciszę, która zapadła po ich rozmowie. To się nie może tak skończyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz