- mamusiu - do sypialni wbiegł rozbrykany chłopiec.- Jest taki śliczny i słoneczny dzień choćmy na plac zabaw- świergolił
- oki, przyjełam ubieraj się - zasalutowałam i roześmialiśmy się oboje
*
U Billa
*
Robił właśnie porządki w swojej sypialni. Znalazł jakąś kartke, początkowo chciał ją wyrtzucić nie wiedząc czym jest. Obrócił ją na drugą stronę... w rękach trzymał ...zdjęcie. Zrobione tuż po urodzeniu jego dziecka....
Nagle sobie przypomniał... i jego serce szybciej zabiło. Od tamtego momentu ani razu się nie widzieli. Zmieniła numer i odeszła. Czy miałby szanse na spotkanie z nią ? Przecież po niej miał już 3 inne kobiety. Żył inaczej, ale nie było mu dobrze.
Tom.. Georg ... a nawet ten pierdzący Gustav ... wszyscy się ustatkowali. Nie widział jej na weselu brata.... ani przyjaciół... choć jej wypatrywał.
Tom.. Georg ... a nawet ten pierdzący Gustav ... wszyscy się ustatkowali. Nie widział jej na weselu brata.... ani przyjaciół... choć jej wypatrywał.
Odeszła.
Nigdy nie zapomni tych miękkich warg ...
tego bicia serca.. gdy była obok ....
wspólnych łez
Przypomniał sobie peron.. zakochał się jak wariat... tyle razem przeszli.
Spotka się z nią, znajdzie ją gdziekolwiek ona jest ... choćby miał wydać cały majątek i chodzić w dziórawych skarpetach.. to znajdzie.
Chodził do kasyna, przyprowadzał do domu dziwki... bawił się..., ale i on był tylko człowiekiem.. i potrzebował miłości.. cholernie potrzebował. Jeżeli miałby taką szanse to za wszelką cenę chciałby zawrócić czas, aby móc być teraz przy niej i jeszcze raz stanąć przed wyborem... poszedł by w drugą stronę... by być szczęśliwym...
*
Kolejny dzień rano, musiałam iść do pracy... jestem przedstawicielem handlowym. Nie mam z tego kokosów, ale udaje mi się utrzymać Oliviera, choć nie jest łatwo. Dziecko zostawiam z nianią... facetem... Daniel ma 19 lat i uwielbia mojego syna, mieszka u mnie bo tak jest łatwiej,
więc niby nie jest źle... chociaż czasem.. Olivier zadaje pytania, które bolą..typu :
- mamusiu - spytał pewnego ranka
- tak kochanie ?
-czemu ja nie mam normalnej rodziny jak Bartuś - zapadła cisza.. nie umiałam mu odpowiedzieć. Choć wiedziałam że powinnam spróbować mu to wytłumaczyć - spóźnie się - powiedziałam ze łzami w oczach i wyszłam z domu.
*
Jej adresu nie było tak ciężko zdobyć. Zapłacił komu trzeba i poszedł do przedszkola. Dzieci były akurat na placu zabaw. Przystanął... świdrował wszystkich wzrokiem... i nagle... ten uśmiech. Uśmiech Amalii.. Dziecko ! Jego dziecko ! W oczach stanęły łzy... Ile by dał za chwilę rozmowy, albo za same usłyszenie jego głosu.
Dlaczego by nie...
Dlaczego by nie...
- Przepraszam - podszedł do przedszkolanki - czy mógłbym porozmawiać z tamtym chłopcem ? - wskazał dziecko mając nadzieję że nie wezmą go za pedofila.
- a kim pan jest ?
-dobre pytanie.. kim jestem...- kobieta patrzyła w jego załzawione oczy - nie wiem kim jestem, ale może on mi powie,... to chyba... moje dziecko. - przedszkolanka wybałuszyła oczy. Nigdy nie słyszała o ojcu chłopca i może to właśnie dlatego się zgodziła....a może były to jego łzy...
- Cześć.. - urwał patrząc na chłopca - jesteś Olivier prawda ? masz świetne buty ..
- dziękuje, mama mi je kupiła.. - odparło dziecko ... i coś mu podpowiedziało.. po prostu już wiedział .. chłopiec był szczęśliwy .. nie to co on.
- twoja mama zawsze miała dobry gust.
- zna pan ją ?
- stare dobre czasy .. - westchnął - Mieszkasz tutaj nie daleko ?
- nie mogę panu powiedzieć
- no tak, a wierzysz w Mikołaja ? - spytał, chciał dać mu prezent nawet jeśli dziecko zażąda pieprzonej gwiazdki z nieba to ukradnie rakietę i ją zdobędzie...
- tak - oparło dziecko radośnie.
- co chciał byś na święta ?
- a zna pan go ?
- może - odparł tajemniczo
- niech pan mu przekaże że skoro chce mi dać prezent to niech da mi prawdziwą rodzinę. Rodziców... i żeby mama mniej pracowała i ze mną była codziennie - powiedział.
Mężczyzna odwrócił głowę.. nie chiał żeby synek widział jak po policzkach płynął mu łzy. Tak wiele zniszczył...
- muszę iść - powiedział w końcu - nie mów o mnie nikomu...
- dobrze a przyjdzie pan jeszcze ?
- nie mów mi na pan, ok, jestem Bill
- więc przyjdziesz ?
- jasne .. do zobaczenia - odszedł - dziękuje - powiedział zapłakany do przedszkolanki....
Bill często odwiedzał synka, lubił spędzać z nim czas...
a pewnego dnia...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz