Great Day

Great Day

wtorek, 24 marca 2015

36. Namawianie

Zaskoczył mnie tym, ale przez te 3 lata stałam się silną kobietą.. chyba

- Bill ... to wszystko stało się tak nagle. Przyprowadziłeś mi swoją dziewczynę, wyrzuciłeś z domu... zostawiłeś samą, bez dachu nad głową,..a teraz tak poprostu wracasz i wszystko ma być ok ? Gdzie Dagusia ?
- ona już odeszła... dawno.. ja nie wiem co mi było wtedy, ale wiem że wciąż cie kocham...
- Bill.. potrzebuje czasu...żeby to sobie poukładać
- dam ci czas... tyle ile zechcesz.. tylko że jutro muszę wracać do Hamburga... pojedziesz ze mną ..
- nie mogę tak z dnia na dzień...
- tylko jak będziesz tu żyła ?  Do domu już raczej nie wrócisz bo nie masz wstępu bo Daniel...
- on tam tylko mieszka, to moje mieszkanie... narazie tu zostane
- proszę cie 
- Bill, pomyśl co czułam gdy mnie wyrzuciłeś za drzwi... mało tego, w ciągu kilku dni musiałam znaleźć pracę  i mieszkanie, to nie łatwe.
- dam ci pieniądze, przecież wiesz. Nie będziesz musiała pracować
- będę musiała, zrozum że nie chce wszystkiego uzależniać od ciebie... tak zrobiłam ostatnio ..i jak na tym wyszłam ?
- Amalio, proszę daj mi szanse... - delikatnie dotknął mojej dłoni
- nie wiem.. zostawmy to narazie tak jak jest
- ale pojedziecie jutro ze mną .. - nie dawał za wygraną
- Bill.. nie mogę.. nie proś mnie na razie o to
- ok.. poczekam... opowiedz mi coś o nim - zmienił temat
- hmm jest kochany, bardzo dużo rozumie, wiele razy mnie pocieszał. Przez te pierwsze dni, sam wiesz kiedy żyłam tylko dla niego... - skrzywił się
- przykro mi ... naprawdę..., ale skoro już was odnalazłem to nie będę mógł zniknąć.. za bardzo cie potrzebuję.. ciebie i jego.
- Bill proszę nie każ mi podejmować decyzji już teraz.. to ciężkie.. tyle lat
- wiem...
-Bill... ?
- tak ?
- on ma klucze do mojego mieszkania
- Lia, teraz nie mogę ci pomóc. Możesz jedynie tu zostać... jutro rano wyjeżam... wracam do domu... musze
- rozumiem

*
-ale dlaczego nie możemy jechać z tatą ? - zapłakany Olivier stał w progu naszego mieszkania. Okazało się że Daniel wziął rzeczy i zniknął klucze zostawiając sąsiadce.
- kochanie - Bill przykucnął przy nim - ty masz tu przedszkole, twoja mama pracę, a ja mam pracę w innym mieście..
- odwiedzisz nas jeszcze ?
- pewnie, obiecuje.. Lia - zwrócił się do mnie - mogę dzisiaj zadzwonić.. ?
- możesz - telefon to chyba nic złego ?
- podaj mi nr
- o już - napisałam mu na kartce - do 18 jestem w pracy..więc później dzwoń
- ok .. pa - zastygł na chwile, a potem szybko musnął moje usta swoimi i zniknął.
- słodko razem wyglądacie - podsumował Oli
- no bywa - powiedziałam tylko ... i odprowadziłam go do przedszkola - tylko pamiętaj, nie waż się iść z Danielem. Sąsiadka, pani Joe po ciebie przyjdzie gdybym nie mogła. - Miałam nadzieję że Daniel zniknął lecz tęskniłam za nim, 2 lata mieszkaliśmy pod jednym dachem i brakowało mi go. To że Bill wrócił nie powinno niczego zmienić, ale jak się dowiedziałam Daniel zupełnie inaczej niż ja widział naszą relację, więc może i dobrze że tak się stało. Oli ma tylko jednego tatę, którego kocha...
- dobrze mamusiu - grzecznie pobiegł się bawić

Wieczorem zadzwonił Bill i długo rozmawiał z malcem, dopiero po 1,5h odzyskałam i-phona

B: częśc kochanie- zaczął miło
A: daruj sobie,zbyłam go
B: coś nie tak .? 
A : wszystko !
B : a konkretniej 
A: mam już dość mojego szefa. No nic a co u ciebie ?
B : co z nim nie tak ? a umnie .. strasznie za wami tęsknie, odwiedze was  następnym tygodniu ok ?
A : jakoś przez 3 lata nie tęskniłeś
B: bardzo tęskniłem ale szukałem sobie zajęć
A: jakich ?
B: nie chcesz wiedzieć 
A: to twoje życie 
B: a tak bardzo chciałbym żeby było wspólne nasze !
A: wiesz że mi nie łatwo. Przecież nie wzieliśmy rozwodu, jak ty żyłeś z nią ?
B: nie mówiłem jej, a ona nie pytała. wrócisz do mnie ?
A : to nie czas na takie rozmowy, nie przez telefon - zbyłam go - Muszę kończyć, paa
B : Dobranoc


*
Siedział i myślał.
Kochał ich... dlaczego wie to dopiero dzisiaj ?
Nie chciał kolejnej rozłąki... z rodziną. Nie umiał normalnie funkcjonować od dnia kiedy pierwszy raz porozmawiał z synem. Ciągle miał ich przed oczyma. Wyciągnął telefon
B: Jost ! nie przyjde jutro do pracy ...



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz