Great Day

Great Day

środa, 17 czerwca 2015

45. Powrót do przeszłości

Stojąc przed drzwiami szpitala jeszcze raz zastanowiłam się czy wszystko jest ze mną ok. Bałam się tam iść, to drzwi do przeszłości... mrocznej przeszłości. 
Drzwi do rozdziału, który już dawno napisałam i odrzuciłam w kąt. Zobaczę jaka byłam i jak się zmieniłam.
Kolejny głęboki wdech i weszłam do środka.
W poczekalni było pusto... jak zazwyczaj. Spojrzałam w lewo, tam w rogu stoi telefon, ten sam z którego kiedyś rozmawiałam z rodziną i Billem.
Skierowałam się w przeciwnym kierunku i weszłam do swojego skrzydła. Tutaj kiedyś pierwszy raz po 2 latach ujrzałam Billa.
Zabrakło mi go. Chciałabym żeby teraz mnie wspierał, trzymał za ręke, ale przecież z własnymi demonami trzeba walczyć samemu, czasem na oślep... inaczej nie znikną, nie odejdą.
- Proszę pani, tu nie można ! - usłyszałam za plecami i się odwróciłam - Amalia ! - za mną stała Marie... oddziałowa pielęgniarka. Lubiłam ją.
- Witaj - objęłyśmy się - przyjechałam was odwiedzić, zajrzeć jak się wam powodzi.
- nas czy Mike ? - uśmiechnęła się ciepło, a ja poczułam ukłucie w sercu. On już nie wróci.
Postanowiłam zmienić temat, żeby nie wybuchnąć płaczem, który tłamsiłam głęboko w sercu... Bill miał racje. Lepiej było nie rozgrzebywać dawnych ran.
Przeszłość mnie zniszczy...
- co u Meg ? - spytałam - jak się miewa ?
- ta z pod 2 ? Całymi dniami siedzi w szpitalnej szklarni, kiedyś wiele razy pytała o ciebie

Pytała o mnie. Ona... tęskniła.
- mogę ją zobaczyć ? - spytałam poważnie
- wątpie, terapia nie przynosi dobrych efektów.
- jaka terapia ?
- ślady przeszłości, pokazują jej kim była jak była zdrowa, jak żyła itp.
- proszę, mogę
- idź z tym do dyrektora. Ja ci nie pomogę, ale mogę z nim porozmawiać w twoim imieniu. - odeszła
- dzięki - krzyknełam za nią.

Podeszłam do okna.

Kiedyś często tu przebywałam, lubiłam patrzeć na kwiaty. Meg też lubiła.
- nie spodziewałam się ciebie tutaj - usłyszałam głos dawnej koleżanki.
- Meg, tak mi ciebie brakowało - mówiłam przez łzy.
- mi ciebie też- nie podeszła do mnie, ja też zastygłam w  miejscu
- Meg, co u ciebie, czy wszystko dobrze ?
- tak, zaprzyjaźniłam się z Seanem - Sean to nasz kolega z oddziału... tzn ich kolega, ja nie należałam już do tego miejsca. Nie pasowałam tutaj... czy za to mnie znienawidzą ?

- to miło, pozdrów go ode mnie - bo co innego mogłam powiedzieć.
- oh, Lia - Meg wybuchła płaczem - Tak bardzo tęskniłam - szybkim krokiem zmniejszam dystans między nami i ją przytulam. - Miło że nas odwiedziłaś - rozmawiamy puki tłusta pielęgniarka nie mówi że pora na badania i Meg ociągając się odchodzi, ale dopiero po zapewnieniu że jeszcze tutaj zostane.
Tak bardzo cieszyłam się że ją zobacze.
Tęskniła.
To moja jedyna kumpela z tamtych lat... wogóle jedyna kumpela

- Amalia... - słysze szept za plecami.

Ten głos poznam wszędzie... To nie możliwe.... Odwracam się, stoi za mną... rozpoznaje go. To na pewno jest on !
- Mike, to na prawde ty ?











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz